sobota, 21 lipca 2018

Zegarmistrz światła

A kiedyż przyjdzie, lecz nie do mnie
Zegarmistrz światła purpurowy?
By mi naprawić krzywdy w głowie,
Które nadeszły nie z mej głowy?

Mnie prosić o to się nie godzi,
Choć znów nie płynę w swojej łodzi.
Bo stare zmory znów wróciły
I z bezsilności czerpią siły...

czwartek, 5 lipca 2018

Ma kto jakieś zioło?

Klimat niby się zmienił, wiatry wieją przeważnie z zachodu... Kto by się spodziewał, że taką ulotkę przywieją pod nasze drzwi? I to z samego rana?


- A swoją drogą... - Powiedział zamyślony Mikołaj Mika - Taka jest chyba dola narodu. Zawsze jest jakaś władza, zawsze jest jakaś opozycja i zawsze jest kupa kłopotów z nimi. Jak nie wojenka, to chujenka…

- Po co ta filozofia chłopo-roztropkowa? - Zapytał Kolega Podśmiechujek - Cieszmy się! Treść ulotki jest nieważna. Ważne, że napisana na papierze nadającym się się na skręty. Ma kto jakieś zioło?

- Ja, ja! - Zgłosił się Dziad Śmietnikowy. - W nieco zardzewiałej puszce mam trochę niegdysiejszej herbaty "Ulung"...

PS. Zdaje się, że Jaruzelski w roku 1982 był trochę niedoinformowany, czyli gówno wiedział. Po 13 grudnia była opozycja, która miała pozytywny program. Konkretnie chodzi mi o PIS w latach 2007-2015!

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Wróciliśmy by zaśpiewać

No bo cóż się stało? Przegrywanie z drużynami o nieco ciemniejszym kolorze skóry jest chyba teraz uczynkiem godnym pochwały? Minęły czasy tłuczenia kolorowych ile wlezie. Nasi chłopcy nie są rasistami. Izraelowi też pozwoliliby strzelić parę goli.

Doceńmy to! Szanujmy i podziwiajmy!

Zresztą już sam awans na ten mundial był grubym błędem. Co dobrego może spotkać Polaka na ruskiej (i tatarskiej, która też jest ruska) ziemi?

Dlatego śpiewamy, pełni czystych (jak łzy Kamila Grosickiego) intencji, niestandardową piosenkę:

"Piłkarzu, idolu nasz!
Cudownie na nerwach grasz!"

My wróciliśmy do domu, wkrótce nasi piłkarze wrócą do domu... Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

niedziela, 20 maja 2018

Takie tam przesranko

Nie jest prawdą, że im głębiej w las, tym więcej drzew. Wlazłem dość głęboko... Nagle drzewa zniknęły i pojawiła się Rudera podobna do chatki Złej Czarownicy. A w tej chatce... Nie, nie czarownica... Czekał w niej, znany skądinąd, Rocky van Dom!

Nazywa się to wszystko Zadupcie, czy jakoś tak...

Wyrwałem się do knajpy z internetem... To niby tylko 2 kilometry, ale różnica poziomów wynosi około 100 kilometrów, więc trudno przebyć tą trasę bez znaczących obrażeń...

Poza tym kleszcze, komary i robale nieznane mi z nazwy - niektóre latają, niektóre nie latają...

To tyle, na razie. On już ciągnie mnie z powrotem...

Dziękuję za pamięć. Jeżeli kto wierzy, to modlitwa nie zaszkodzi!

PS. Jeżeli chodzi o sens, to nie mam dużo do powiedzenia...

wtorek, 1 maja 2018

Za chlebem?

Za chlebem to chyba nie. Chleba mamy pod dostatkiem i tutaj, w Ojczyźnie. Więc za czym? Za ośmiorniczkami też chyba nie, bo kraj do którego jedziemy nie ma dostępu do morza...

Zresztą wszystko jedno. Dopiero po powrocie będziemy wiedzieli czy miało to jakiś sens. A wrócimy za jakiś miesiąc...

Ni ma legko...

środa, 25 kwietnia 2018

No i znowu im nie wyszło

Żeby coś z tego zrozumieć trzeba przeczytać przepowiednię!

No niestety, wczorajszy dzień nie zaowocował Końcem Świata. Był wprawdzie Armagedon, pojawiła się Apokalipsa, ale... ale po kolei.

Przedwczoraj wybraliśmy się wszyscy na obchody wigilii Końca Świata. Obeszliśmy ją godnie i wczoraj wracaliśmy (nad ranem) by rozpocząć przeżywanie stacjonarne. Na jarosławskim Rynku natknęliśmy się na dziwnego osobnika.

Z naszego poziomu, wyglądał jak trzymetrowa, wytatuowana krzyżówka Maciera i Niesioła. Próbowaliśmy ominąć go szerokim łukiem, ale nie pozwolił na to.

- Hej, wy tam! - Zagaił obcesowo miłym głosem Profesor Krystyny.

Kolega Podśmiechujek natychmiast podczołgał się do niego. Osobnik wskazał na Ratusz.

- Czy to jest Pałac Kultury i Nauki?

Zachwycony Podśmiechujek nie był w stanie odpowiedzieć. Wyręczył go Profesor Gender.

- Niestety nie. PKiN znajduje się w Warszawie. Ten tu budynek jest zwykłym, jarosławskim zabytkiem apolitycznym...

- Zaraz, zaraz... - Mikołajowi Mice coś zaczęło świtać. - Po co ci Pekin? Chcesz go zniknąć?

- Takie mam zadanie. Nazywam się Armagedon i tylko wykonuję rozkazy... Więc to nie jest PKiN?...

Armagedon zafrasował się, a potem zasypał nas pytaniami:

- Jak to się stało? Dlaczego trafiłem tutaj? Gdzie ten fiut co w GPS-ie gadał? Która godzina? Widzieliście Apokalipsę?

- Jaką Apokalipsę?

- To moja konkubina. Pomaga mi w znikaniu różnych rzeczy... A teraz sama znikła... Pomóżcie mi jej szukać. I zaprowadźcie mnie do Pałacu Kultury...

Normalny, jako że z niejednego pieca chleb jadł, znalazł rozwiązanie.

- Chodź z nami, Armagedonie. - Powiedział - Wprawdzie konkubiny nie możemy ci zagwarantować, ale z PKiN-em nie będzie problemu. W salonie Mikołaja Miki na fortepianie stoi. Miniaturka wprawdzie, z zapałek zrobiona, ale za to czerwoną gwiazdę ma na czubku!

- Ale ja muszę i resztę świata trochę poprzestawiać!

- To się dobrze składa. Jest u nas też taki fajny globus nieco wyblakły. Będziesz miał pole do popisu!

Armagedon poszedł z nami. Kiedy chlapnął miodowej paprykówki, okazało się, że jest całkiem miły. Darował Pałacowi, darował globusowi, podlał kwiatki doniczkowe i opowiedział parę pieprznych dykteryjek...

Pod wieczór zjawiła się Pani Apokalipsa. Szczerze mówiąc, nie taka diablica straszna, jak ją malują... Wręcz przeciwnie, Moro z Krupą mogą się schować! I jakoś tak do gustu jej przypadliśmy. Widocznie lubi łysawych i nieogolonych facetów z małymi...

Ech... Drugi taki Koniec Świata nieprędko się trafi...

sobota, 14 kwietnia 2018

Teraz już na 100%!

Dokładnie 23 kwietnia 2018r. (godzina, rzecz jasna, 13.13) rozpocznie się długo wyczekiwana Apokalipsa czyli Armagedon! Tego (początkowo słonecznego) dnia, Słońce, Księżyc i Jowisz znajdą się w znaku Panny! Zaś Panna znajdzie się w okresie, który nie nastraja do łagodnego postępowania...

Koniec świata nie będzie kompletny. Zacznie się w Polsce, zrobi w Polsce maleńki tylko rozpiździaj i wyniesie się poza granice Rzeczpospolitej. Tam rozteguje prawie wszystko!

W pierwszej kolejności zniknie Pałac Kultury i Nauki. Dlaczego on? No cóż... Będzie Apokalipsa, coś musi zniknąć! Padło (losowo) na Pekin... Dzięki temu, ostanie się Wielka Cipa w Rzeszowie.

Kraj podzieli się na trzy części. Dzielnica dla Najlepszego Sortu, Dzielnica dla Najgorszego Sortu, Dzielnica dla Sortu, Który Utrzymuje Tamte Dwa Sorty.

W Olecku, na największym polskim rynku, zbiorą się wszystkie upiory PRL-u. 1 Maja uformują ostatni pochód i wyruszą do Warszawy. Dotrą tam 2 Maja o godz. 23.59, a minutę później rozpłyną się i znikną jak sen jakiś złoty.

Wszyscy będący nago, nie będą mogli się ubrać.

Niektórzy twierdzą, że psy dupami będą szczekać, ale to nieprawda. Prawdą jest, że Diabeł powie "Dobranoc".

Przed opuszczeniem Rzeczpospolitej, Apokalipsa zwróci nam ukradzioną godzinę Niedzieli Palmowej.

Z reszty Świata ocaleją: wytwórnie Tokaju na Węgrzech, całe San Escobar i pięć skoczni narciarskich (dwie w Niemczech, dwie w Austrii i, oczywiście, Letalnica w Planicy).

Przetrwają również oazy polskości. Między innymi w Chicago, w Londynie, w Parlamencie Europejskim i, ma się rozumieć, w Arabii Saudyjskiej...

No co? Będzie prawie miło, nie tak, jak w innych przepowiedniach!

PS. Chyba trzeba zrobić zapas tanich papierosów z przemytu... I może cysternę miodowej paprykówki sprowadzić?

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Nie samym antysemityzmem świat żyje

Zdaje się, że Kaczyński spodziewa się przegranej PIS-u w wyborach samorządowych. Dlatego zamierza podrzucić zgniłe jajko w postaci ustawy obniżającej zarobki samorządowców, między innymi... Zwycięstwo wyborcze nie będzie już tak bardzo słodkie i tłuściutkie!

No ale dość o pierdołach. Teraz coś poważnego. Podobno Jennifer Aniston wprowadza się do Brada Pitta. Niechaj im się razem słodko mieszka! Dobrze im życzymy, bo Polki i Polacy nie są zawistni.

Ostatnio bardzo modnym zajęciem jest mrożenie bobu

Amerykańce chcą umieścić na orbicie ziemskiej zwierciadła. Będą one zawracać promienie słoneczne usiłujące dotrzeć do Ziemi. Dzięki temu, skończy się globalne ocieplenie, a zacznie... Chwilowo nieważne co się zacznie, ale na wszelki wypadek: "Kupujcie kożuszki, ciepluśkie kożuszki, puchowe poduszki i z węgla miał"...

Władze Florencji będą walczyć z pamiątkami. Nie będzie wolno, między innymi, umieszczać podobizny Dawida (tego od Michała Anioła) na męskich bokserkach. Może i słusznie, ale my, jako przedstawiciele neopurytanizmu, uważamy, że najpierw trzeba uszyć bokserki dla Dawida!

W łódzkim aquaparku powstanie plaża dla naturystów. Cieszy nas to bardzo i chętnie wybierzemy się do Łodzi. Szkoda tylko, że plaża będzie otoczona nieprzeziernym ogrodzeniem... Ale nic to! Mamy taki ręczny świder, więc sobie poradzimy...

Eksperci twierdzą, że wiele kobiet przez całe życie wybiera złe metody golenia nóg. Oj, baby, baby... Kiedyż wreszcie zaczniecie dokonywać właściwych wyborów? I nie chodzi tylko o golenie nóg...

NIK podejrzewa, że hodowcy drobiu leczą antybiotykami zdrowe ptactwo!

Nasz ulubiony artysta, Justin Bieber, usunął tatuaż przedstawiający ukochaną Selenę. Oznacza to, że chyba można do niego startować?

Jakiś szwabski tygodnik napisał o miesięcznicach smoleńskich. Między innymi to: "Każdy Polak przypomina sobie, gdzie był w chwili, gdy usłyszał tą wiadomość" My chyba nie jesteśmy Polakami, za chiny nie możemy sobie przypomnieć...

Bardzo przypadła nam go gustu błyskotliwa wypowiedź europosła Janusza Lewandowskiego: "Premier powinien się czerwienić za białą księgę"!

Księżna Kate na pewno nie zwalnia tempa, a książę William prawdopodobnie nie zwalnia tempa. Trzecie dziecko w drodze! Narodziny to nie jedyne ważne wydarzenie w ich życiu. Książęca para weźmie udział w koncercie z okazji 100-lecia niepodległości Polski. Wystąpi na nim Edyta Górniak!

Kto skoczy do sklepu?

piątek, 6 kwietnia 2018

Skrupulatny poczet władców Polski. Zbigniew

Jeden z najuboższych władców. Nie dorobił się numerka, nie dorobił przydomka. Do końca życia (i po śmierci też) pozostał Zbigniewem... Tylko Zbigniewem...

Dzieciństwo miał nawet udane. Tata, Władysław Herman i Nieznana Matka - Polka, nie bardzo stawiali mu granice. Zbysio mógł więc bawić się tak jak większość jego rówieśników w owym czasie: "Pompował żaby i strzelał z nich, przeszkadzał kogutom w deptaniu kur, podglądał podkasane baby piorące w rzece i ogołacał proboszczowski sad z niedojrzałych owoców"...

Dopiero palatyn Sieciech przerwał sielankę. Z Hermana zrobił swoją marionetkę, Nieznaną Matkę - Polkę umieścił w swojej tajnej alkowie, a Zbigniewa wysłał do żeńskiego klasztoru w Niemczech.

Zbigniew był już wtedy w wieku sprawnym. Nic dziwnego, że dla zakonnic okazał się kuszącym ciasteczkiem. Wprawdzie bronił swojej cnoty niczym lwica lwiątek, ale już pierwszej nocy wydarła mu ją siostra przełożona. Później  samo poleciało, a kiedy zaliczyły go wszystkie zakonnice, został wyświęcony na księdza.

Kariera duszpasterska stała przed nim otworem. Kto wie? Może już w średniowieczu doczekalibyśmy się pierwszego Papieża - Polaka? Niestety! Wszystko zepsuła, jak zwykle, totalna opozycja.

Zakradła się ona do klasztoru, wykradła Zbigniewa i przemyciła do Polski. Ani się, nieszczęsny, obejrzał, a już w roku 1093 posadzili go na jakimś tronie (zdaje się, że wielkopolskim) i kazali zająć polityką.

Uprawianie polityki polegało wtedy na: wojowaniu przeciwko tatusiowi i Sieciechowi, przegrywaniu bitew, siedzeniu w niewoli u tatusia i Sieciecha, uciekaniu się do pomocy ulicy i zagranicy, wygrywaniu bitew, trzymaniu w niewoli tatusia i dogadywaniu się z młodszym braciszkiem...

(Mała dygresja. Młodszy braciszek, Bolesław III Krzywousty, miał na swoim dworze kronikarza. Ów kronikarz nazywał się Gall Anonim i pisał historię pod dyktando pryncypała. Dlatego niektóre dzisiejsze ulice, place i szkoły noszą imię Bolesława, a nie Zbigniewa. Koniec dygresji.)

Około roku 1102 sytuacja trochę się uspokoiła. Palatyn Sieciech został wygnany z kraju, a upokorzony tatuś Herman kopnął w kalendarz. Zbigniew wziął sobie górną połówkę mapy Polski, a Bolesław dolną... Trwali w bardzo szorstkiej przyjaźni przez pięć lat. Później dobry Bolesław postanowił trochę tą przyjaźń zgładzić, ale zły Zbigniew nie pozwolił mu na to. W ostatniej chwili zdołał czmychnąć do Niemiec...

Z okazji skwapliwie skorzystała zagranica, czyli Niemcy... Nie po raz ostatni najechali Polskę zbrojnie. Liczyli, że narabują się do syta pod pretekstem obrony interesów Zbigniewa. Nic z tego, na szczęście, nie wyszło. Kto chodził do podstawówki w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ten dobrze wie jak nasi heroicznie bronili Głogowa i jaki łomot spuścili Szwabom na Psim Polu.

Zwycięski Bolesław okazał łaskę pokonanemu Zbigniewowi. Zezwolił mu na powrót do Polski i nawet przydzielił koryto w postaci Mazowsza!

Niestety, według Galla Anonima, Zbigniew okazał się niewdzięcznym skur... Zachowywał się butnie, po pijanemu odgrażał, że załatwi Krzywoustego i inne jeszcze brewerie wyprawiał!

To nie mogło ujść płazem. Bolesław, jakże słusznie (bo zaślepiała Zbigniewa nienawiść), wydłubał mu gałki oczne przy pomocy noża i widelca. Czy przejrzał na oczy? O tym Gall Anonim nie wspomina...

czwartek, 29 marca 2018

Świąteczne przygotowania

- Słuchajcie no wszyscy! - Ożywił się znienacka Mikołaj Mika - Ogłaszam koniec świętowania Bożego Narodzenia! Wielkanoc idzie! Trzeba przygotować się do Wielkanocy!

- Czas najwyższy! - Zgodził się Kolega Podśmiechujek. - Właśnie skończyła się ryba, a kurzych jaj akurat nie mamy...

- A kiedyż to? Ta Wielkanoc? - Apatycznie zapytał Boja.

- Już za trzy dni!

Tego Boja się nie spodziewał. Informacja nim wstrząsnęła. Zerwał się i zaczął lamentować:

- Za trzy dni?? Ajajaj... Nie zdążymy... Ajajaj... I jeszcze, niedawno, całą godzinę nam ukradli... Ajajaj...

- Nie panikuj, Boja! - Uspokoił go Normalny. - Na pewno zdążymy. Weźmiemy się i zdążymy...

- A co właściwie jest potrzebne na Wielkanoc? - Chciał wiedzieć Dziad Śmietnikowy. - Jakoś nie pamiętam co mieliśmy w zeszłym roku...

- Coś tam było, zdaje się... - Mikołaj Mika też nie za bardzo pamiętał. - Normalny! Ty jesteś najbardziej obcykany w tych sprawach. Gadaj, co jest potrzebne na Wielkanoc?

- A więc tak... - Normalny myślał intensywnie. - Trzeba ładnie posprzątać, wyspowiadać się...

- To już mamy zrobione, przejdź do konkretów!

- Trzeba też godzinami pchać wózek w dużym sklepie, przyłożyć kartę, wprowadzić PIN, zrobić pisanki, znaleźć (schowany w zeszłym roku) koszyczek i koniecznie umyć twarz w wodzie, w której gotowały się jajka na święconkę. Po takim myciu znikną wszystkie mankamenty urody...

- My nie mamy mankamentów. Gadaj wreszcie! Gadaj to, co chcielibyśmy usłyszeć!

- O trzepaniu dywanów już mówiłem? Potem dłuższa chwila wzruszeń przy tarciu chrzanu i krojeniu cebuli... Potem mniej wzruszające krojenie innych pierdół (kroiłem nawet taką zieloną gruszkę z wielką pestką w środku), odkręcanie słoików, otwieranie puszek i... nie wiem co dalej, bo Pani Normalna wygania mnie z kuchni... Wystawia tylko śmieci, które chętnie wynoszę, bo przy okazji mogę kupić litrową flaszę  żubrówki...

- Z tego co wymieniłeś - zafrasował się Kolega Podśmiechujek - znane mi jest tylko otwieranie puszek...

Boja znowu dostał ataku histerii.

- Ajajaj! - Zaskowyczał- Ajajaj... Mamy za mało czasu... Nie wiemy co robić... Jesteśmy w czarnej... Zaraz, zaraz... Przecież jest Profesor Gender! Profesorze, widzisz jakieś światełko w tunelu?

- Jeżeli Dobrą Kobietę można nazwać światełkiem w tunelu, to widzę. Właśnie przyszła...

Faktycznie. Próg salonu Mikołaja Miki przekroczyła Dobra Kobieta. Przewierciła każdego wzrokiem i kiedy każdy skulił się w sobie, pokiwała głową.

- Tak myślałam... W lesie jesteście pod względem Świąt... Ech, łachudry, łachudry... Ale nic to. Przestańcie już wyglądać jak zbite psy... Zapraszam was na Święta do mnie! Wszystkich!

- Z Nieba nam spadłaś Dobra Kobieto! - Ucieszyliśmy się chórem. - Przygotowania świąteczne mamy z głowy!

- Nie do końca macie z głowy! - Dobra Kobieta nieco ostudziła nasz entuzjazm. - Musicie przyjść trzeźwi, ogoleni i ładnie ubrani!

- Ale...

- Żadne ale! To nie podlega negocjacjom. Przed śniadaniem będzie modlitwa i nie mam zamiaru świecić za was oczami przed Panem Bogiem... Powtarzam: trzeźwi, ogoleni i ładnie ubrani. Bez dyskusji!

Teraz już wiemy, czym jest bezsilność wobec dyktatury...


niedziela, 25 marca 2018

Aborcja w opałach

(Poniższy tekst powstał niemal dokładnie dwa lata temu - 6 kwietnia 2016r. Uznałem, że nie ma sensu pisać nowego, bo ten chyba nadal jest aktualny).
Niektórzy ludzie, już od wielu lat, nieskutecznie walczą o całkowity zakaz aborcji w Polsce. Przegrywają walkę, bo nie da się ukryć, że przeciwnicy całkowitego zakazu  przedstawiają argumenty, które każdy rozsądny, myślący oraz przyzwoity człowiek musi uznać i ulec ich sile.
Trochę mi żal obrońców życia poczętego. Podziwiam ich za upór i determinację, więc zdradzę im sposób na osiągnięcie wymarzonego celu.
Dziwię się, że sami na to nie wpadli. Wszak ludzie pokroju red. Terlikowskiego i prof. Chazana nie są przecież w ciemię bici. A wspiera ich jeszcze autorytet Pasterzy i zaangażowanie sporej gromady Moherowych Owieczek. Cóż, widocznie, w ferworze walki, zapomnieli jaką Wunderwaffe dysponują.
A przecież to takie proste. Wystarczy sprawić, by argumenty przeciwników całkowitego zakazu aborcji przestały być aktualne! Jak to zrobić? Odpowiem w formie apelu:
APEL
Do Was się zwracam szlachetni obrońcy życia poczętego! Tylko Wy macie moc sprawczą względem skutecznej modlitwy. Módlcie się więc żarliwie i cierpliwie aby:
– gwałciciele przestali gwałcić,
– ciąże nie były zagrożeniem dla zdrowia i życia matek,
– każde poczęte dziecko, po urodzeniu, otrzymało 10 na 10 punktów w skali apgar.
Kiedy już to wymodlicie, armaty, które wytoczycie przeciwko aborcji, osiągną taki zasięg i taką siłę rażenia, że aborcja rozpadnie się w proch i pył już po kilku strzałach zaledwie. Bardziej się rozpadnie niż krzyżacka zawierucha!
Będziecie mogli w konstytucji zapisać całkowity zakaz aborcji i jeżeli ktoś się sprzeciwi, to oznacza, że jest on indywiduum i że nie ma wstydu ani honoru.
Dodatkowo zrobicie na pohybel rządzącym. Nie będą mieli kołderki do przykrywania sprawek nie całkiem czystych!
Do dzieła! Czas nagli!

środa, 21 marca 2018

Kongres założycielski

- Dobra! - Mikołaj Mika zerwał się z fotela i postrącał pluskwy. - Dość tego srania po krzakach! Zakładamy partię!

- A po co? - Apatycznie zapytał Boja.

- Po co... Po co... Trzeba coś robić, wiosna idzie! Założymy partię, wygramy wybory i zrobimy tu drugą... drugą...

- Drugą Jamajkę! - Wyrwał się Kolega Podśmiechujek.

- Dlaczego akurat Jamajkę?

- Bo jest najlepsza! Rum, cygara i Krystynka w stroju kąpielowym!

- O nie! - Zaprotestował Brat Ladaco. - Drugi Watykan zrobimy! Oczywiście, nie mam nic przeciwko rumowi i cygarom, ale Krystynka musi być kompletnie ubrana!

- A dlaczego właściwie mamy robić tylko jedno drugie coś tam? - Normalny myślał intensywnie. - Polska jest dużym krajem, zmieści się w niej Druga Jamajka, Drugi Watykan, Druga...

- Druga Amazonia! - Przerwała mu obcesowo Dobra Kobieta.

- Jaka Amazonia? Nie ma takiego kraju...

- Ale był! Kobiety w nim rządziły! Amazonki! Prawda, Pani Normalna?

- Mam to w dupie! - Pani Normalna od urodzenia nie stroniła od wulgaryzmów. - Wszystko mi jedno. Bylebym gówien po Psicy nie musiała sprzątać...

- I niech znajdzie się miejsce na kawałek Drugiej Japonii - Opryskliwie wtrąciła Koleżanka Wymówka. - Może Podśmiechujek zostanie pracowitym Japończykiem i przestanie mi podbierać dwuzłotówki z torebki?

Kolega Podśmiechujek udał, że nie słyszy.

- I PRL też ma być! - Zażądał stanowczo Dziad Śmietnikowy. - Jajakobyły "resortowy ojciec", będę się przy tym upierał!

- A Druga Kornwalia? - Nieśmiało zapytał Profesor Gender. - Wystarczy miejsca na Drugą Kornwalię? Marzą mi się piękne wrzosowiska i cydr bez konserwantów...

- Na wszystko wystarczy miejsca! - Boja wreszcie otrząsnął się z apatii. - Możemy też odebrać Duńczykom Bornholm. Zmienimy mu płeć i przerobimy na Majorkę... Zmusimy Unię by przyznała dotację na ten cel!

- A więc program już mamy - Ucieszył się Mikołaj Mika. - Teraz... Teraz... Co właściwie teraz powinniśmy zrobić?

- Teraz to ja idę do domu. Zaraz zaczyna się "Korona królów" - Odpowiedziała Pani Normalna. - Dość już mam słuchania waszych pierdół. I zapowiadam - żadnych zasranych składek płacić nie będę. Normalny! Dopilnuj Psicy, ma wypróżnić się porządnie...

- Ja też już idę - Dodała Dobra Kobieta. - Różaniec sam się nie odmówi... Acha! I nie gadać mi tu, że ja jestem za całkowitym zakazem aborcji. Nie jestem! Oprócz wiary mam też rozum...

- Poczekaj, idę z tobą - Zerwała się Koleżanka Wymówka. - Nie zostanę sama z bandą zwyrodnialców. Zaraz zaczną świńskie dowcipy opowiadać...

Kiedy Panie wyszły, odetchnęliśmy z ulgą.

- Uffff! - Normalny najgłośniej odetchnął z ulgą. - Skoro Pani Normalnej już niema, to przyznam się bez bicia, że mam ci ja, w spodniach ukrytą, litrową flaszę żubrówki. Macie jakąś szklankę, czy ciągniemy z gwinta?

- Mam tu fajny kubeczek plastikowy - Mikołaj Mika pokazał naczynie. - Jakieś dobre wiatry dzisiaj go przywiały... Nawet czysty jest! Polej po maluchu, zasłużyliśmy... Kawałek partii już jest, resztę założymy jutro... albo pojutrze... Władza nie zając, nie ucieknie nam...

poniedziałek, 19 marca 2018

Znaleźli sposób na PIS?

Na to wygląda!

Od niejakiego czasu kłują nas w oczy bulwersujące informacje o nagrodach.
Nagrody dla ministrów i wiceministrów. Nagrody dla premierów i wicepremierów. Nagrody dla prezesów i wiceprezesów (zdaje się, że tylko jeden Pan Prezes nie dostał nagrody). Nagrody dla chuj wie kogo jeszcze. Mamy wrażenie, że każdy PISuar (oprócz tego jednego) ma jakąś nagrodę na sumieniu.

Dzisiaj rano wyczytaliśmy w Onecie, że również pracownicy Trybunału Konstytucyjnego otrzymali nagrody! I to nie w postaci rajstop, skarpetek, czy papieru toaletowego. Nie! Całe 1,6 miliona łyknęli!

Wysokość kwoty powaliła nas na glebę. Z trudem pozbieraliśmy członki i, w nagrodę za hart ducha, udaliśmy się do sklepu w którym mamy jeszcze otwartą linię kredytową...

Teraz siedzimy przy kominku, a w takcie dorzucania plastikowych butelek do ognia, naszło nas kilka pytań:

Jak długo jeszcze?
Przejedzie się PIS na nagrodach?
Wystarczy tego paliwa do wiosny?
A tamtego paliwa do wyborów?

sobota, 17 marca 2018

Skrupulatny poczet władców Polski. Sieciech

Taki sobie szeregowy wojewoda.
Początkowo Sieciech był przydupasem księcia Władysława Hermana. Później przenicowało się trochę i Władysław Herman został przydupasem Sieciecha.
Ku przestrodze: Sieciech sterował nawą państwową (z tylnego siedzenia) przez ponad dwadzieścia lat!

Oto jego osiągnięcia:
- Do roku 1079 był przydupasem.
- Rok 1079 - Doprowadził do wygnania z Polski prawowitego króla, Bolesława Śmiałego i usadził na tronie (już jako zwykłego księcia) Władysława Hermana.
- Rok 1084 - Odebrał Hermanowi niesakramentalną żonę i nakazał mu chędożyć czeską Judytę.
- Rok 1085 - Zorientował się, że badania genetyczne nie są jeszcze znane. Zabronił Hermanowi chędożyć Judytę i sam zaczął to robić.
- Lata 1086 - 1090 - Ukształtował Bolesława Krzywoustego na swój wzór i podobieństwo.
- Rok 1089 - Aż dwie rzeczy zrobił:
   - Umieścił pierworodnego syna Hermana, Zbigniewa, w żeńskim klasztorze w Niemczech (To chyba najokrutniejszy czyn Sieciecha. Kto widział niemiecką zakonnicę, ten zrozumie).
   - Niewłasnoręcznie otruł nadzieję Narodu Polskiego, Mieszka Bolesławowica (syna Bolesława Śmiałego), który zapowiadał się na znakomitego władcę.
- Rok 1090 - Zaczął bić prywatne koślawe denary ze swoim wizerunkiem. Stały się one oficjalną walutą, bo nakazał w nich właśnie wypłacać sobie łapówki.
- Lata 1089 - 1100 - Truł, ścinał, wieszał, grabił, rabował, łamał prawo, spiskował, knuł i mieszał. Krótko mówiąc: wkurwiał ludzi!
- Lata 1093 - 1100 - W imieniu Hermana i ze zmiennym szczęściem toczył bijatyki z totalną już wtedy opozycją. Totalna występowała w imieniu synów Hermana: Zbigniewa i Bolesława.
- Rok 1100 - Przegrał i utracił władzę.

Sieciechowi odebrano obywatelstwo i wygnano z kraju. Niestety, Szwaby też go nie chcieli. Pojmali biedaka i ciupasem odstawili do granicy z Polską. Coś tam jeszcze próbował działać, ale dorwał go Bolesław Krzywousty i oślepił. Oślepił bardzo kulturalnie - wydłubał mu gałki nożem i widelcem...

środa, 14 marca 2018

Skąd wzięliśmy antysemityzm?

Skąd wzięliśmy antysemityzm? Oto jest pytanie!

Oczywistej oczywistości, że jesteśmy antysemitami, nie zamierzamy zaprzeczać. Wszyscy tak mówią, więc jest to prawda niepodważalna. Najwyższy czas przyznać się do tego grzechu i przestać go popełniać!

- Jak tego dokonać? - Nieretorycznie zapytał Mikołaj Mika.

- Ja tam mogę wyrzec się antysemityzmu nawet w tej chwili! - Zadeklarował Kolega Podśmiechujek - Nie wyrzeknę się tylko seksu pozamałżeńskiego i picia na krzywy ryj!

- Uprawiasz seks pozamałżeński??!!

- Na razie jeszcze nie. Ale nie tracę nadziei, że kiedyś się przydarzy...

- U nas w klasztorze - Zaczął Brat Ladaco - Zamiast antysemityzmu postanowiliśmy stosować... A nie... Przeor zakazał o tym mówić...

- Wiecie, chłopaki... - Normalny myślał intensywnie - Żeby zwalczyć antysemityzm trzeba poznać jego źródło... Jeżeli chodzi o Prawdziwych Żydów,  ja widziałem tylko Skrzypka na dachu... I to nie do końca, bo mi się przysnęło...  Skąd więc wytrzasnęliśmy antysemityzm? Wszak nie ogarnął nas wczoraj czy przedwczoraj...

Boja też myślał intensywnie, ale niewiele wymyślił, bo dręczyło go małostkowe pragnienie napicia się...

- Profesorze! - Spojrzał z nadzieją na Profesora Gendera - Ty jesteś naukowcem. Badałeś to zagadnienie?

Profesor oddał w ręce Boi piersiówkę i zabrał głos:

- Oczywiście. Zbadałem już wszystkie zagadnienia. Ten problem także. Przyczyna współczesnego polskiego antysemityzmu tkwi w niegdysiejszym zaborczym alkoholizmie!

- W czym???

- Żeby to zrozumieć, musimy cofnąć się do czasów I Rzeczpospolitej. W tamtym okresie Polacy chodzili do karczmy dla zabawy. Słuchali wesołej muzyki, tańczyli, hulali, swawolili i wypijali kolejkę za kolejką. Karczmarz nie pobierał zapłaty od razu. Każde zamówienie zaznaczał kreską na drzwiach. Na koniec konsument płacił, a że humor miał dobry, koło pióra mu latało czy liczba kresek zgadza się z liczbą wypitych kolejek. Gdzie tam! Jeszcze hojny napiwek zostawiał...

Prawie wszystko zmieniło się po zaborach. Tragiczne losy Ojczyzny sprawiły, że Polakom ani w głowie była zabawa. Do karczmy przychodzili, by utopić smutki i zalać robaka. Dwie rzeczy zostały tylko po staremu. Polacy nadal wypijali kolejkę za kolejką, a karczmarz nadal rysował kreski na drzwiach...
Powszechnie wiadomo, że wtedy karczmarzami byli przeważnie Żydzi. I to wtedy właśnie narodził się polski antysemityzm!

A narodził się na skutek kosmicznego nieporozumienia. Za zaborów Prawdziwy Polak pił w knajpie spokojnie przez około 2 godziny. Później robił się nerwowy. Nawet kiedy już niby to spał z twarzą wtuloną w kotlet panierowany, to tak naprawdę nie spał, tylko wpatrywał się w drzwi. Pilnie baczył, czy nie nadciąga kolejna katastrofa w postaci rozsierdzonej Pani Małżonki...

Przy okazji widział Żyda - karczmarza rysującego kreski... A że jego widzenie często-gęsto było już podwójne, zdawało mu się, że Żyd stawia dwie kreski. "Jakże to tak" - myślał sobie - "Jedna szklanica, a dwie kreski? Skandal"!! Zerwać się do boju nie miał  raczej siły, więc krzyczał tylko oburzony:

- Nie oszukuj Żydzie! Nie idź tą drogą!

Co Bogu ducha winny karczmarz miał na to odpowiedzieć? Przeważnie odpowiadał tak:

- Czego Szanowny Pan denerwuje się do biednego Icka? Szanowny Pan raczy przestać, bo biedny Icek wyrzuci na zbity pysk Szanownego Pana...

Stało się tedy, że rzekome podwójne kreski wrosły w serca i zatruły krew niepobratymczą...

No i jak to odkręcić?


poniedziałek, 12 marca 2018

Bliskie spotkanie obcej cywilizacji z ziemskim draniem

Onegdaj nie doszła do skutku operacja wycięcia wyrostka z brzucha Kolegi Podśmiechujka. Podśmiechujek zachował się jak kutafon. Zamiast poddać się zabiegowi, gnojek ukradł kroplówkę i uciekł. Cała afera opisana jest tutaj.

Przez tydzień pozbawieni byliśmy jego obleśnej obecności i nikt nawet nie próbował za nim tęsknić. Jedynie Koleżanka Wymówka powtarzała zaniepokojona:
- Im dłużej go nie ma, tym większe kłopoty pojawią się wraz z nim!

Kobieca intuicja, jak zwykle, nie zawiodła. Dzisiaj rano zaginiony pojawił się w salonie Mikołaja Miki niczym grom z jasnego nieba. Pierwsza dostrzegła go Dobra Kobieta:

– Gdzieś ty był, Podśmiechujku zatracony?!

Wszyscy zerwaliśmy się, gotowi spuścić mu łomot. Do przemocy jednak nie doszło. Kiedy przyjrzeliśmy się bliżej, opadły nam ręce. Koleżanka Wymówka zaniemówiła, Pani Normalnej łacińskie słowa – klucze utknęły w gardle, a Dobra Kobieta przeżegnała się bogobojnie.

Kolega Podśmiechujek przedstawiał sobą nieziemski widok. Czysty, ogolony i uczesany. Nie zionął odorem przetrawionego alkoholu kiepskiej jakości. Ubrany był tak, że wyglądał jak, wypisz wymaluj, postać z obrazka w broszurce Świadków Jehowy. W dodatku uśmiechnięty był wcale nie obleśnie czy podle, uśmiechnięty był promiennie i dobrotliwie. Rzekł do nas głosem spokojnym:

– Zanim wzniesiecie na mnie prawice i zanim obrzucicie słowem plugawym, posłuchajcie co się wydarzyło…

ŚWIADECTWO PODŚMIECHUJKA

„Kiedym odbiegł na bezpieczną od was odległość, strudzony organizm odmówił dalszego wysiłku. Zamierzałem skorzystać, ku pokrzepieniu, z towarzyszącej mi kroplówki, ale nagle zabłysło i zagrzmiało. Szast – prast i ujrzałem się, uwięziony, w pomieszczeniu nieziemskiej urody.

– Oho – pomyślałem – albo delirka, albo wpadłem z deszczu pod rynnę…

Powtórnie chciałem przymierzyć się do kroplówki, lecz i tym razem nie dane mi było. Przeszkodziło pojawienie się trzech przedstawicielek OBCEJ CYWILIZACJI. Wyglądały jak greckie boginie i widocznie umiały czytać w myślach, bo szybko zorientowały się, że nie taki jest mój ideał piękna. Zaczęły się przeobrażać. Po chwili stały przede mną: roznegliżowana Angela Merkel, najedzona Krystyna Pawłowicz i Anna Grodzka bez makijażu.

Pozbawiony sił i woli nie byłem w stanie wykonać nawet ruchu. Nieziemskie istoty ułożyły mnie na stole, rozebrały do naga i żadna nie zachichotała na widok mojego przyrodzenia (Koleżance Wymówce zdarza się to nagminnie). Co działo się dalej widziałem dobrze, bo wyszedłem z siebie  i stanąłem z boku, żeby nie przeszkadzać.

Najpierw pogrzebały w brzuchu i przestały mi dokuczać robaczywe myśli. Następnie podłubały w głowie i wszelka małostkowość mnie opuściła. Oprócz jednej… Nadludzkim wysiłkiem zdołałem się odezwać:

– Skoro tak dobrze wam idzie – powiedziałem – to może i TEN wymiar doprowadzicie… chociaż do poziomu średniej krajowej?

(Dopisek Mikołaja Miki: W tym momencie Koleżanka Wymówka nastawiła uszu).

Nie uczyniły tego. A ja nagle zrozumiałem wszystko… Jeszcze nie mogę zdradzić wam całej tajemnicy… Jeszcze nie jesteście gotowi… Teraz odchodzę, ale wrócę gdy nadejdzie czas przemiany”!

Urzekła nas opowieść Podśmiechujka. Tylko prof. Gender zachował naukowy rozsądek:

– A gdzie podziałeś kroplówkę, złodzieju?

Podśmiechujek, bez słowa, wydobył przedmiot z fałd szaty i łaskawie przekazał w objęcia Profesora.

– Ostańcie w pokoju – rzekł i wyszedł dostojnie

Prof. Gender potrząsnął kroplówką, spróbował zawartości i wyszeptał zszokowany:

– Ten gnojek prawdę powiedział… To rzeczywiście nasz bimber… nie wypił ani kropli…

Z oddali dobiegał śpiew Kolegi Podśmiechujka:

– „Jak dobrze wstać skoro świt… Bez kaca i bez zgagi… Obiecał mi UFOlud Nowy Ład… Więc jestem dziś bardzo rad”…

Cholera… Coś się kroi niedobrego!

czwartek, 8 marca 2018

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

Ależ koszmar przeżyłam tej nocy! Śniło mi się, że ten mój drań wyzionął ducha. Jego doczesne ciało (wraz z doczesnymi niedoskonałościami) zostało ze mną, a jego wyzionięty duch, radosny jak skowronek i w stanie wskazującym na podniecenie, ulatniał się w podskokach ku zatraceniu. Z otchłani wabiły go wymanikiurowane i nie bardzo odziane kobiety lekkich obyczajów, przejawiając zamiary niedwuznaczne.
O niedoczekanie jego! W sam Dzień Kobiet takie sobie bezeceństwa umyślił!
Ciekawe jak on by się czuł, gdyby musiał patrzeć jak stado wysmarowanych oliwą facetów pręży swoje bicepsy i inne członki, a ja biegnę do nich falując biustem i bez bólu głowy! Tfu! Nie będzie się łajdak szlajał po piekielnych czeluściach z ladacznicami. Nie wymiga się wiecznym potępieniem. Już ja mu wybiję te wyuzdane męczarnie z głowy – piętami mu wylizą!
No świnia po prostu. Zaraz przyjdzie mydlić mi oczy. Przyniesie śniadanie do łóżka, obsypie kwiatami i obdarzy prezentami. A wszystko po to, żebym straciła czujność i nie przeszkadzała mu w łajdackich projektach, które zamierza przedsięwziąć.
Ale nie ze mną te numery! Już ja sprawię, że nawet myślą nie ośmieli się zgrzeszyć, bo kto został ze mną złączony, ten będzie żył w zgodzie z naukami (moimi i Kościoła) na tym i na tamtym świecie!
I niech wreszcie przyjdzie z tym śniadaniem, bo głodna jestem. Ileż można czekać?


wtorek, 6 marca 2018

My, ludzie z Podkarpacia

Mikołaj Mika od rana był jakiś nieswój. Wyglądał jakby coś przeżywał.

- Wiecie co? - powiedział w końcu - Podobno nasze Podkarpacie jest gniazdem PIS-u!

Profesor Gender pokiwał głową.

- To prawda. Badałem tą sprawę. Większość PISuarskich gwiazd i gwiazdorów wywodzi się z Podkarpacia.
I tak: Kaczyński, Macierewicz, Gliński, Sasin i Karczewski urodzili się w Warszawie.
Beata Szydło - w Oświęcimiu.
Duda, Ziobro, Terlecki i Gowin, Kraków wpisują jako miejsce urodzenia.
Mariusz Błaszczak - Legionowo.
Korzenie Jana Szyszki sięgają Starej Miłosnej (tak chyba się to pisze?).
Patryczkowi Jakiemu w Opolu zmieniali pieluchy.
Joachim Brudziński przyszedł na świat nieopodal Pałacu Kawalera w Świerklańcu.
Stanisław Piotrowicz, zanim został byłym prokuratorem, nie dawał spać rodzicom w Bochni.
Beata Kempa w Sycowie wyssała coś z mlekiem matki.
Krystyna Pawłowicz jest złotousta, bo urodziła się w powiecie złotoryjskim.
Anna Sobecka trafiła do Torunia z Piotrkowa Kujawskiego.
Roztrzepany dyplomata Waszczykowski też pochodzi z Piotrkowa, tyle że Trybunalskiego.
Najdziwniejsze, że Konstanty Radziwiłł nie urodził się w Kiejdanach, tylko we Wrocławiu.
Rumiany jak jabłuszko Marek Suski na memy trafił z Grójca.
No i na koniec Ryszard Czarnecki. Tropiciel szmalcowników urodził się w małym podkarpackim przysiółku, Londynie...
Jedynie marszałek Kuchciński z Przemyśla nie ma nic wspólnego z Podkarpaciem!

- Ależ, Profesorze! Nie chodzi o pochodzenie PISuarów.  Chodzi o to, że Podkarpacie głosuje na PIS. Dlatego jest matecznikiem PIS-u!

W tym momencie obruszył się Dziad Śmietnikowy.

- A na kogo mamy głosować? W roku '89 głosowałem na Jaruzelskiego... I co? Drużyna Wojciecha zdobyła 65% mandatów poselskich, a mimo to przegrała wybory. Widział ktoś większy idiotyzm? A sam Jaruzelski okazał się kłamczuszkiem. Podawał się za generała, a teraz wychodzi na jaw, że jest zwykłym szeregowcem!
Z PIS-em jest inaczej. Do zwycięstwa wystarczyło im 37%, a Kaczyński publicznie przyznał, że nie jest generałem, tylko szeregowym...

- No dobrze... Ale mówią też, że ludzie na Podkarpaciu modlą się pod figurą, a diabła mają za skórą.

- To chyba o mnie chodzi. - Przyznał się Kolega Podśmiechujek - Ale nie jest to do końca prawda. Klęczę wprawdzie pod figurą, ale nie modlę się, tylko kombinuję jak datki ze skarbonki powyciągać... I nie mam diabła za skórą, tylko esperal... To znaczy miałem, bo już zdążyłem go wydłubać!

- I jeszcze radia Rydzyka słuchamy...

- A mamy inne wyjście? - Zaprotestował Normalny - Babcia jest trochę przygłucha. Jedno radio ma włączone w kuchni, a drugie w pokoju. Nie da się nie słuchać. Zresztą radio Rydzyka nie jest takie złe. Ostatnio "Zegarmistrza światła purpurowego" puścili...

- No to jak właściwie jest? Co myślisz, Boja? Wstydem jest być z Podkarpacia? 

- Raczej nie. Chociaż trochę szkoda, że Podkarpacie pod Karpatami leży, a nie pod górami Serra de Tramuntana...






piątek, 2 marca 2018

Dobrymi chęciami Piekło jest wybrukowane

Taki sobie tekst jeszcze z Onetu.
Zdarzyło się dzisiaj rano, że Koledze Podśmiechujkowi nie wystarczyła jego zwykła obleśna złośliwość i zaczął uskarżać się na bóle w obrębie jamy brzusznej. Na szczęście, prof. Gender był świeżo po lekturze encyklopedii medycznej, więc natychmiast postawił diagnozę: zapalenie wyrostka robaczkowego! Zaniepokoiło to Koleżankę Wymówkę:
– Niby to tylko wredny Podśmiechujek – powiedziała – ale może wezwiemy pogotowie?
– Nie stać nas na to – Boja był realistą – on jest nieubezpieczony…
– Ała… ała…ała – jęczał Podśmiechujek – boliiiiiii…
Wtedy Mikołaj Mika, jak zwykle, wdrapał się na wysokość zadania. Nie zwlekając, przekształcił część rezydencji w oddział chirurgiczny. Powołał pod skalpel prof. Gendera, Boję namaścił na anestezjologa, a sam wziął na swoje barki obowiązki ordynatora (trzeba nadmienić, że Mikołaj miał czyste intencje, bo od Podśmiechujka można spodziewać się wszystkiego, ale na pewno nie łapówki). Z wyżyn swojego autorytetu zwrócił się do niewiast:
– Ty, Dobra Kobieto, użyjesz swojego chrześcijańskiego miłosierdzia do posługi pielęgniarskiej…
Dobra Kobieta chciała coś powiedzieć, ale Mika nie dopuścił jej do głosu:
– Nie ma czasu na sprowadzanie kapłana, musimy przeprowadzić świecką operację, a oddział poświęcimy innym razem…  Ty, Koleżanko Wymówko, trzymaj pacjenta za rękę i, w razie gdyby odcięli prąd, będziesz przyświecać lampą naftową… Ty, Pani Normalna, zajmiesz się cateringiem. Zważ tylko, że płyny są ważniejsze od pokarmów stałych… jednak dobrze zamarynowany śledzik nie zaszkodzi…
Upewniwszy się, że Panie dobrze zrozumiały wytyczne, Mikołaj rzekł do Normalnego:
– Ty, Normalny, z niejednego pieca chleb jadłeś. Zostaniesz instrumentariuszem. Oglądałeś chyba „Na dobre i na złe”? Idź przygotuj narzędzia i sprzęt.
W rezydencji narzędzi tnących, kłujących i szczypiących nie brakowało. Normalny zebrał je wszystkie w wielkiej miednicy i postawił na taborecie przy stole operacyjnym. Następnie sporządził jeszcze kroplówkę. Do pięciolitrowej bańki bimbru podłączył wąż do spuszczania wina i każdemu dał spróbować.
– Świetna kroplówka – Mika pokiwał z uznaniem głową – Szkoda, co prawda, dobrego bimbru dla tego chłystka… No, ale operacje chirurgiczne to nie są tanie rzeczy… – popatrzył na jęczącego Podśmiechujka – DAWAĆ PACJENTA NA STÓŁ!!
Dopiero teraz Kolega Podśmiechujek przejrzał na oczy.
.Porąbało was? – z wrażenia aż przestał jęczeć – Chcecie mnie kroić?!
Zerwał się na równe nogi, wyrwał Normalnemu kroplówkę i dał dyla, aż się zakurzyło. Po chwilowej konsternacji, rozległy się krzyki:
– Łapcie skurczybyka!… Wracaj natychmiast, złodzieju!… Oddawaj kroplówkę!…
Wszyscy wybiegli na zewnątrz. Niestety, Podśmiechujek czmychał jak zając. Zanim zniknął za zakrętem, odwrócił się i pokazał palec. Jakikolwiek pościg nie miał szans…
Wracając ze spuszczoną głową, Mikołaj Mika skonstatował ponuro:
– I bądź tu miłosiernym… Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane… Na szczęście mam w laptopie ukryty banknot 100 zł… Kto pójdzie do sklepu?

sobota, 24 lutego 2018

Skrupulatny poczet władców Polski. Mieszko Bolesławowic

Ależ to chłopiec był piękny i młody!... Bardzo dobrze rokujący syn Bolesława Śmiałego. Pierwszy człowiek, który postawił stopę (i nie tylko stopę) w Kielcach.

Gdybyż tatuś Bolesław biskupa Stanisława nie poćwiartował!... Popełnił jednak, skubany, ten czyn świętokradczy i musiał spierdzielać z dobrze prosperującego królestwa. Wraz z nim na Węgrzech wylądował Mieszko niewinny i w Budzie kończył gimnazjum, bo w Peszcie zadupie wówczas było.

Bolesław był dosyć liberalnym ojcem, ale w roku 1081 nie dożył czterdziestki i biedny Mieszko znalazł się pod bezpośrednią opieką moherowego króla Węgier Władysława I Świętego. Brrrr...
Posty i modły, pokuty i modły, zadośćuczynienia i modły, modły i modły i zero Tokaju... Pięć świętobliwych lat Mieszko wytrzymał, ale więcej wytrzymywać nie zamierzał! Akurat nad Balatonem przebywał uczony mąż Bojan (kurował się z podagry), więc do niego udał się Mieszko po poradę.

- Cóż czynić, Bojanie? - zapytał zdesperowany - Szesnaście lat skończyłem, a prawiczkiem jestem pod względem seksu, alkoholu, hazardu i paru innych rzeczy...

Bojan nie zachichotał, bo żal mu było chłopaka.

- Wiesz co, Mieszko? Masz przesrane. Na Węgrzech jesteś bezpieczny, ale szybko staniesz się moherową fujarą..

- Nie!!! Tyko nie to!

- Wracaj więc do Polski. Tam długo nie pociągniesz, ale trochę żywota użyjesz...

- Dlaczego w Polsce długo nie pociągnę?

- Taka jest w Polsce sytuacja dla ciebie niedobra. Formalnie (ale tylko formalnie) rządzi twój stryjek Władysław Herman. Pragnie on spokoju, seksu francuskiego bez zabezpieczeń i twojej śmierci.
Jego żoną jest Judyta. Ta, z kolei, pragnie władzy dla swojego syna, ciuchów, kosmetyków i twojej śmierci.
Nieformalnym władcą jest palatyn Sieciech. On chce korony, bogactw i twojej śmierci.
Jest jeszcze syn z pierwszego małżeństwa Hermana, niejaki Zbigniew. Na razie siedzi w klasztorze, ale marzy o swobodnym zaspokajaniu swoich sadystycznych skłonności i o twojej śmierci...
No i wyżej wspomniany syn Judyty... Najmłodszy i najgorszy Bolesław Krzywousty... Ma dopiero trzy miesiące, ale już roztacza złowrogą aurę... Pragnie ciepłego mleka, suchej pieluchy i twojej śmierci...
Summa summarum: pożyjesz w Polsce rok, może dwa... góra trzy lata...

- Dobre i trzy lata. A jak będę dobrze wywijał się...

- Więc jedź i wywijaj się dobrze, ale czarno to widzę...

Mieszko wrócił do Polski. Władysław Herman udawał dobrego stryjcia. Odstąpił Mieszkowi dzielnicę krakowską, naraił ruską księżniczkę na żonę i poklepywał po pleckach przy każdej okazji...

Piękna była ziemia krakowska, ale czegoś w niej brakowało. Razu pewnego udał się Mieszko na polowanie. Jak to zwykle bywa, w pogoni za zwierzem zgubił towarzyszy i trafił na nieznaną polanę. Strudzony zasnął w trawie, coś mu się przyśniło, ktoś mu się objawił, a w gardle mu wyschło... Kiedy się obudził, łyknął wody ze źródła, podparł się w boki jak basza i powiedział:

- Tutaj wybuduję Pjongczang!... Albo nie... Za mocno piździ jak na Pjongczang... Tutaj wybuduję Kielce!

Tak to, dzięki Mieszkowi, na ziemi kieleckiej powstały Kielce, a nie jakaś, pechowa dla Polek i Polaków, koreańska pipidówa!

Bardzo ukochał naród polski Mieszka. Spodziewano się, że zostanie królem i powiedzie Polskę w świetlaną przyszłość, bo naprawdę zapowiadał się fantastycznie... Niestety... Jakaś suka niemyta, przy pomocy jakiegoś kutasa złamanego, dosypała coś do drinka Mieszka i książę skonał w dniu swoich dwudziestych urodzin...

Bojan akurat powrócił z kuracji, więc tradycyjnie napisał epitafium:

A nie mówiłem?