Skrupulatny poczet władców Polski

CHOŚCISKO - Założyciel oraz pierwszy i nieostatni władca Polski, a właściwie Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). Tata Piasta Kołodzieja.
Nie jest łatwo pisać o Chościsku. Według wrażych germańskich źródeł, wiadomo o nim tylko tyle, że nie istniał. Na szczęście wraże germańskie źródła gówno wiedzą. Chościsko budował Państwo ku pokrzepieniu serc, a nie żeby brylować w zacofanych średniowiecznych mediach!
Chościsko znaczy tyle samo co ogon, także ogon przedni czyli fiut. Wraże źródła germańskie twierdzą, że Chościsko nazywał  się Chościsko, bo był fiutem, ale my wiemy lepiej! Chościsko nazywał się Chościsko, bo posiadał niezwykle ogromnego fiuta i był to fiut naturalny! Wszelkie wątpliwości rozwiewa imię żony Chościska: Roztruchana!
Chościsko urodził się w roku 640 nieopodal miejsca, na którym pobudował później Gniezno. Jego rodzice mieli tak bardzo prasłowiańskie imiona, że aż nie da się ich zapisać współczesnymi literami. Zresztą imiona nieważne, ważne, że byli różnopłciowi i chociaż nie wychowali syna po katolicku to przecież po islamsku też nie! Bóg im za to zapłać.
Początkowo panował tylko nad sobą i kiedy panowanie to umocnił, zaczął planować podboje. Szybko zdobył serce wspomnianej Roztruchany i dzięki temu Minus Pierwsza Rzeczpospolita zyskała pierwszą Pierwszą Damę.
Stopniowo podporządkował sobie okolicznych chłopów i część okolicznych bab. Wiedział jak rządzić. Chłopom obiecywał to co chcieli, a babom robił to co obiecywał. Skutek był taki, że zaczęto budować Gniezno, a nie Sodomę i Gomorę.
Chościsko żył 100, a panował równe 80 lat (16 kadencji). W tym czasie dokonał wielu niezwykłych czynów. Był na pogrzebie Wandy Co Nie Chciała Niemca, udomowił dziko rosnący chmiel, zmyślił legendę o Lechu, Czechu i Rusie oraz, jako pierwszy na świecie, przekroczył barierę sześciu promili. Ostatnie dokonanie nie robi dzisiaj wrażenia, ale wtedy to było COŚ! Nawet Kacapy skręcali się z zazdrości. Umarł, w przeciwieństwie do Stalina, z czystym sumieniem.
Po Chościsku władzę objął jego syn Piast (zwany Kołodziejem).
***
PIAST - Drugi władca Polski i pierwszy z tych, którzy musieli zmagać się z opozycją.
Dzieciństwo i młodość miał w miarę spokojne. Trochę tylko cierpiał na lekcjach religii, bo ciągle mylił Swarożyca ze Światowidem. Później poszedł na garden party do jakiegoś badylarza i tam wyrwał Rzepichę. Ślub nastąpił wkrótce, bo z Rzepichy była kobita krzepka i wszystko miała na swoim miejscu.
Usiadł na stolcu książęcym (jak to ładnie brzmi!) w roku 740.Miał trochę pecha na początku panowania. Budowa Gniezna i innych grodów sprawiła, że Polacy, własnymi siekierami, wyrąbali przejście w odwiecznej puszczy. Przez to przejście do Polski, a właściwie do Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR) zapuściła żurawia Europa. Tym żurawiem okazała się ostatnia piękna Niemka o brzydkim imieniu Brunhilda.
Przybyła do Gniezna, obejrzała sobie mordy mieszkańców i wybrała właściciela najbardziej zdradzieckiej - niejakiego Popiela. Popiel okazał się psubratem. Z poduszczenia Brunhildy dokonał puczu i strącił Piasta ze stolca (strącił w przenośni, bo Piast, traf chciał, akurat polował na cietrzewie) i umościł na nim swoje cztery litery. Rządził siedem lat i dziewięć miesięcy. (Jak to tam było z tym rządzeniem i jak utracił władzę opiszę w odcinku dotyczącym POPIELA).
Kiedy pech się skończył, Piast odzyskał stolec i pusty, niestety, skarbiec. Głupi nie był. Dobrze wiedział, że bez pieniędzy żyć się nie da. Sprowadził do Polski Żydów, bo żeby pożyczać gotówkę, to trzeba mieć od kogo!
Piast dobrym był władcą, wiedział, że nie należy tworzyć rzeczy, które później wymagały będą reformy. Dzięki temu, cała jego kraina płynęła mlekiem i miodem w dni powszednie, a w niedziele i święta, dodatkowo, piwem z wkładką.
W międzyczasie Piast wymyślił ogrodową huśtawkę z opony. Tyle, że zamiast opony użył obręczy z koła od furmanki.
Trzeba też przypomnieć legendę - proroctwo: Tak naprawdę Piast nie umarł. Jest tylko nieco zmęczony i śpi w jakiejś jaskini. Kiedy treść pasków w TVP Info osiągnie poziom przechodzący ludzkie pojęcie, Piast obudzi się i zostanie liderem opozycji... A może koalicji?...  Trochę niejasna ta przepowiednia, więc spokojnie można powiedzieć że chuj wie co będzie...
***
POPIEL - Pierwszy i nieostatni, niestety, wrzódek na dupce tego pocztu. Taki sobie realny pantoflarz i wirtualny damski bokser.
Początkowo Popiel nie pchał się do władzy. Był znanym i cenionym specjalistą w dziedzinie zbijania bąków i pochłaniania niepasteryzowanego piwa. Czuł się spełniony i dobrze mu było na świecie.
Sielanka skończyła się z chwilą przybycia do Gniezna ostatniej pięknej Niemki. Miała ona paskudne imię Brunhilda i garść niecnych planów. Najpierw wzięła i ożeniła ze sobą Popiela, a potem kazała mu przejąć władzę w Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). Popiel, chcąc nie chcąc, musiał umościć się na książęcym stolcu. Okazja trafiła się wyborna, bo stolec był niezajęty. Dotychczasowy użytkownik (czyli Piast), traf chciał, akurat wybrał się polować na cietrzewie.
Po przejęciu władzy, Popiel wytruł skrytobójczo (na polecenie Brunhildy) wszystkich swoich krewnych i znajomych i zastąpił ich (ciekawe na czyje polecenie?) krewnymi i znajomymi Brunhildy. Następnego czynu dokonał już z własnej woli: kazał rozstrzelać z łuku jedynego uczciwego niekmiecia.
Poddani zrozumieli przesłanie: trzeba siedzieć cicho! Piast, postawiony przed faktem dokonanym, zaszył się w kniejach.
Popiel nie był szczodrym władcą. Wręcz przeciwnie. Wprowadzał wymyślone przez Brunhildę podatki, ściągał je bezlitośnie i, niejako przy okazji, zabierał złoto, srebro i bursztyn. Wszystko inne też zabierał (oprócz koziego sera, którego nie znosił). Utrwalił się pewien schemat: Popiel dokuczał poddanym, Brunhilda dokuczała Popielowi, a Brunhildzie dokuczały uporczywe migreny. Wtedy też wykiełkował w Popielu wirtualny damski bokser: często wyobrażał sobie, że spuszcza Brunhildzie lanie, a ona, cała posiniaczona, robi mu kanapkę!
Nienormalne rządy Popiela przyniosły całkowicie normalny efekt: pusty skarbiec. Gdzie poszły pieniądze? Nawet Światowid tego nie dostrzegł! Nareszcie i poddani stracili cierpliwość. Tłumnie wyszli na
place i ulicepolany i ścieżki, a w dłoniach dzierżyli przedmioty zupełnie niepodobne do białych róż. Krewni i znajomi uciekli, więc Popiel musiał się poddać.
Piast ponownie usiadł na stolcu. Miał zagwozdkę co zrobić z Popielem i Brunhildą. Kara powinna być spektakularna. Niestety, Gniezno to nie Rzym, nie było Koloseum ani lwów... Postanowił rzucić obalonych tyranów myszom na pożarcie! Myszy okazały się mało krwiożercze, nawet powąchać ofiar nie chciały, więc znudzona i nieco zgłodniała publika rozeszła się do domów. Piastowi też nie chciało się czekać. Strzyknął śliną i rzekł:
- A pies wam zdradzieckie mordy lizał, psubraty! - splunął jeszcze raz i ulotnił się.
Popiel i Brunhilda poleżeli jeszcze chwilę. Nic się nie działo, więc doszli do wniosku, że i na nich pora. Ktoś usłyszał i zapamiętał fragment ich rozmowy:
Brunhilda: Wiesz co Popielu? Ty to zwykły ciul jesteś!
Popiel: Przebacz mi Brunhildo...
W sumie źle nie skończyli. Brunhilda otworzył w Gnieźnie salon groomerski, a Popiel przekwalifikował się i został kominiarzem. Wystawiał słone rachunki za czyszczenie (a właściwie przetykanie) kominów w kurnych chatach, a kmiecie potulnie płacili...
P.S. Popiel rządził 8 lat. I właśnie wtedy, po raz pierwszy w historii Państwa, Polki i Polacy byli ignorowani przez władzę (pod względem potrzeb) i budzili zainteresowanie władzy (pod względem kieszeni)...
***
SIEMOWIT - Trzeci (jeśli nie liczyć tyrana Popiela) władca Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). On to, pierwszy w historii Państwa Polskiego, dokonał skutecznej reformy.
W wieku siedmiu lat został podstrzyżony przez dwóch uchodźców: praprzodka Vidala Sassoona (uszedł z Anglii przed Normanami) i Cyrulika Sewilskiego (czmychnął z opanowanej przez Maurów Sevilli). Po strzyżeniu odbyła się słynna uczta. Siemowit sprawił się bardzo dobrze, zjadł całe prosiątko i wypił beczkę piwa niepasteryzowanego! Nic dziwnego, że skazany był na wielkość.
Kiedy tata Piast odszedł na wieczne odpoczywanie, Siemowit zasiadł na stolcu. Chwilkę posiedział i trochę mu się w dupie poprzewracało. Zerwał się jakby go kornik drukarz ugryzł i zakrzyknął:
- Co za gówno! Nie będę siedział na tym badziewiu!
Dokonał reformy na samym szczycie władzy. Kazał pociąć stolec na zapałki i zakupił śliczny tronik z mięciuchnym siedziskiem wyściełanym arabskim atłasem. Przy okazji nabył jeszcze, w promocyjnej cenie, fikuśny nocniczek z pokrywką i pojemnik na wiechcie do podcierania.
Oprócz tego oficjalnie przybrał tytuł księcia. Dotychczas różnie go nazywano: władyka, naczelnik, komes, prezes, piastun, buc i jak tam kto chciał. Na pieczątce kazał napisać: "Książę Siemowit, syn Piasta, będzie miał pomnik we wszystkich miastach!"
Pomimo napisu na pieczęci, Siemowit nie grzeszył pychą. Mógł przybrać tytuł królewski, a nie uczynił tego. Przeszkodziła skromność i piosenka. Siemowit uczęszczał na szczyty przywódców średniowiecznego G20. Na spotkaniach tych wykonywał (ku uciesze innych darmozjadów) swoją ulubioną piosenkę:
"Takiego piwa nie pił nawet król!
Gul, gul, gul,
Gul, gul, gul,
Piastowski full"!
Gdyby został królem, nie mógłby tak śpiewać i bisować niezliczoną ilość razy!
W sumie Siemowit był spoko władcą. Obciachu nie narobił, więc ościenni kronikarze mord  sobie nim nie wycierali. Po cichutku, bez awantur, przyłączał do Polski różne, mniejsze i większe, zadupia i tylko z żoną miał problemy. Żona, o imieniu Oziębła, ciągle wierciła mu dziurę w brzuchu za to, że nie opuszcza pokrywki nocnika i za to, że nóg nie myje... Jednak Siemowit nie zrażał się. W końcu udało mu się zdybać Oziębłą w łożu i spłodził całkiem udanego syna Lestka.
Chwała mu za to!
***
LESTEK Czwarty (jeśli nie liczyć Popiela) władca Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). Pierwszy, który przeżył traumę we wczesnej młodości. Ilekroć próbował pobawić się ptaszkiem, nakrywała go mama Oziębła i kazała mu klęczeć na grochu.
Jeżeli chodzi o edukację, to uczył się pilnie w niechrześcijańskiej szkółce niedzielnej. Pisanie i czytanie nie bardzo mu szło, niezłe wyniki osiągał w sztuce obcinania głowy jednym cięciem. Dyplom ukończenia tej uczelni, naskrobany na korze brzozowej, powiesił sobie nad łożem prawym.
Kiedy tata Siemowit odszedł do krainy wiecznego braku absurdów (rok 870), Lestek zasiadł na tronie i szybko zauważył, że niewiele ma do roboty.
Przede wszystkim nie było kogo bić. Szwaby nie wychynęli jeszcze zza Łaby, a Kacapy też nie myśleli wtedy o paktach antypolskich. W tej sytuacji Lestek kazał bić monetę. Takie sobie koślawe denary z obrazkiem, który w równym stopniu przypominał orła, lwa, głowę księcia i PKiN.
Nabił tych monet tyle, że aż od razu żona mu się znalazła. Miała na imię Dudka i była mistrzynią w sztuce kochania władców niebiednych. W inne klocki też była dobra. Lestek dużo czasu spędzał w łożu, a krzyki Dudki umacniały autorytet władcy wśród poddanych. Ucierpiała na tym powierzchnia państwa, bo zadupia już nie były przyłączane tak intensywnie jak za czasów Siemowita.
Podobnie jak ojciec, miał Lestek ulubioną piosenkę, ale wykonywał ją w innych okolicznościach. W MPR nie brakowało ludzi mordujących, gwałcących i kradnących. Tych, którzy nie czynili tego w majestacie prawa, Książę skazywał na karę śmierci. Kiedy skazaniec kładł głowę na pieńku, Lestek śpiewał mu współczująco: "Chwila, która trwa, może być najlepszą z twoich chwil"... Cóż, empatia nie została wynaleziona w XXI wieku.
Lestek wszystkim nie ustępował w zacności, żonę zdradzał sporadycznie, a synowi nadał imię Siemomysł. Tylko jednego marzenia nie spełnił, nigdy nie był w burdelu...
***
SIEMOMYSŁ Piąty (jeśli nie liczyć Popiela) i ostatni władca Minus Pierwszej Rzeczpospolitej (MPR). Był też ostatnim co nie musiał wojować defensywnie. Jest nieoficjalnym patronem polskiego nepotyzmu.
On to, pierwszy z Piastów, jeszcze za życia doczekał się przydomka. Był strasznym zmarzluchem, ciągle mu było zimno i ciągle robił sobie grzańce w kuchni. Rzadko widywano go bez parującego kubka. Tak tak, szybko zyskał przezwisko Grzaniec.
Tatę Lestka martwiło to trochę. Nie był w ciemię bity, więc znalazł sposób. Sprowadził synowi żonę ze Śląska. Była to krzepka dziołcha i miała na imię Gorka (w języku śląskim gorka oznacza tyle samo co gorąca). Po ślubie Siemomysł nie musiał już robić grzańców.
Kiedy Lestek odszedł do pogańskiego raju, Siemomysł tradycyjnie zasiadł na tronie. Panowanie rozpoczął od założenia warzelni soli w Inowrocławiu i organizacji I Festiwalu Pieśni Pogańskiej w Jarocinie. Na tym festiwalu osobiście wykonał swoją ulubioną piosenkę:
Słowiańscy poganie
To jedna rodzina!
Mały czy duży,
Chłopak czy dziewczyna...
Siemomysł dbał też o wzrost powierzchni państwa. Wprawdzie zostawił w spokoju zadupia, ale przyłączył do Polski trzy wygwizdowy. Jeden na zachodzie, jeden na wschodzie i jeden na południu.
Tylko na północ nie pchał się, bo tam było straszno. Ziemie Prusów nadziane były świętymi gajami niczym dobra babka rodzynkami (albo niegdysiejszy licealista szlachetnymi ideami). Takie religijne pole minowe. Prusowie zatłukiwali każdego kto wlazł do takiego gaju, a ciało intruza sprzedawali wg. taryfy: kilo złota za kilo niepatroszonego nieżywca.
Poza tym pojawiły się problemy rodzinne. Pierworodny syn uporczywie twierdził, że tylko ciemność widzi, a prawdziwa awantura wybuchła gdy przyszło wybierać imię dla niego. Siemomysł chciał nazwać następcę Mieszkiem, a żona Gorka upierała się przy nowocześniejszym imieniu Brajanek. Książę postawił na swoim. Mieszko został Mieszkiem. Wściekła Gorka odpowiedziała strajkiem małżeńskim.
Biedny Siemomysł znowu musiał robić grzańce i już do końca życia łaził z parującym kubkiem w dłoni. A że też był trochę mściwy to, na złość żonie, drugiemu synowi nadał imię Czcibor...
***

MIESZKO I Władca, który przywłaszczył sobie Minus Pierwszą Rzeczpospolitą (MPR) i przemianował ją na Polskę Piastów. Pierwszy w historii wygłosił orędzie. Ale po kolei...
Mieszko do siódmego roku życia nic nie widział. Dopiero po postrzyżynach, kiedy obcięto mu grzywkę, przejrzał na oczy.
- Super! - zakrzyknął - Nareszcie mogę patrzeć na wszystko!
Patrzył jak tata Siemomysł przyłącza do Polski kolejny wygwizdów, jak użera się z wojewodami i jak cierpi na skutek małżeńskiego strajku mamy Gorkiej... Patrzył, patrzył i w końcu doszedł do wniosku, że nie idzie na to patrzeć.
- Ja se nie pozwolę na takie cyrki! - postanowił
Kiedy Siemomysł, jak to się patetycznie mówi, wyzionął ducha, Mieszko zasiadł na tronie. Posiedział chwilę, podumał, ponakręcał się przeklinaniem i nakazał wezwać wszystkich wojewodów. A gdy zjawili się, wstał i wygłosił krótkie orędzie:
- Słuchajcie no! Państwo to ja! Wszystko jest moje, a wy musicie mnie słuchać. Ślepo słuchać! Bo jak nie... Bo jak nie... - Mieszko stopniował napięcie - Bo jak nie... To powierzę was Papieżowi!
W tym momencie większość słuchaczy narobiła w portki ze strachu. Cóż, w tamtym czasie Papież nie był dobrotliwym starszym panem, którego każdy mógł olewać...
Później Książę sprowadził sobie siedem nałożnic i zatrudnił strażnika łoża, którego, na wszelki wypadek, osobiście wykastrował.
Następnie Mieszko, po raz pierwszy w historii, pozyskał dla Polski Ziemie Odzyskane (oprócz nadzianych świętymi gajami Prus Wschodnich) i wtedy zaczęły się kłopoty.
Szybko zrozumiał, że jeżeli ktoś nabuduje sobie grodów warownych, to prędzej czy później pojawi się ktoś inny, kto zechce te grody zdobywać. W przypadku grodów piastowskich tym ktosiem okazał się pazerny szwabski margrabia Hodon. Najechał on (konno) prastare ziemie, bo już od niejakiego czasu ostrzył sobie na nie zęby. Miał również chrapkę na koślawe srebrne denary, których w Polsce było dużo. Zamierzał je, jak to Niemcy mają w zwyczaju, zrabować i przeznaczyć na własne potrzeby.
Na szczęście miał ci Mieszko mieczów dostatek, a jego rycerze potrafili posługiwać się nimi. Pod Cedynią (972r.) otrzymał Hodo należny mu łomot i musiał, jak niepyszny, wrócić do domu by rany sobie wylizać.
Ale już wcześniej nie było wesoło. Z lewej góry napierali Wieleci, z prawej góry Prusowie (zaminowani świętymi gajami), z lewego boku wspomniani  agresywni Niemcy, a od dołu kłuli Czesi pod wodzą bardzo nieśmiesznego Pepika Bolesława Srogiego.
-No tak - pomyślał Mieszko - bez polityki nie obejdzie się!
Miał on ci (w średniowieczu ludzie miewali niejedno ci) doradcę polityczno - religijnego o imieniu Bojan. Uczony ów mąż rozeznawał się w stosunkach międzynarodowych i międzyludzkich, a wszystkie religie miał w małym palcu, chociaż sam nie wyznawał żadnej. Był takim bezwyznaniowym książęcym kapelanem, który po każdym zdaniu musiał zwilżać gardło.
Mieszko wezwał Bojana, polał mu szczodrze i zadał tradycyjne pytanie:
- Co czynić?
Bojan długo rozważał plusy dodatnie, brał pod uwagę plusy ujemne, a Książę cierpliwie wysyłał sługę po kolejne gąsiorki. Wreszcie plan był gotowy:
- Przykro mi , Książę, ale w trybie pogańskim i bezżennym nie dasz sobie rady. Zjedzą cię sąsiedzi... polej... Musisz ożenić się i ochrzcić! Niemcy nie nadają się na teściów, bo ich córki urodą raczej nie porażają... polej... Smal cholewki do Dobrawy...
- Dobrawy?
- Przecież ją znasz! To córka tego upierdliwego Pepika Bolesława Srogiego. Jest wprawdzie trochę moherowa i nie tak śliczna jak Helenka Vondrackova kiedyś była, ale... polej... ale za to dobrze przygotuje cię do chrztu. Poza tym, przyjedzie z nią biskup Jordan i chrztu ci udzieli...
- Jak to? Michael Jordan biskupem został?
- Polej... Na to wygląda. Tylko nie bądź sknera i nie rób ślubu i chrztu tego samego dnia. Dwie imprezy mają być!
Mieszko posłuchał rady Bojana. Ożenił się, powierzył duszę Papieżowi i dzięki temu Polska wkręciła się w zachodni krąg kultury chrześcijańskiej.
Szybko okazało się, że Różaniec odmawiany po czesku brzmi zabawnie tylko do pewnego momentu. Pierwsze nie wytrzymały książęce nałożnice, oddaliły się w siną dal. Odszedł też wykastrowany Strażnik Łoża. Zawędrował do Przemyśla i tam otworzył sklep ze sztucznymi klejnotami i innymi bajerami.
Dobrawa, niestety, długo nie pociągła. Po jej śmierci, Mieszko ożenił się z Odą. Nie zrobił tego tylko dla seksu, zdecydował się na niemieckiego teścia, bo tego wymagała racja stanu, a Bojan i Mieszko nie byli krowami, więc czasami zmieniali poglądy.
Mieszko, niestety, nie był najpotężniejszy w Europie. Zwłaszcza od cesarza niemieckiego nie był potężniejszy. Musiał lawirować, kombinować i knuć. Wykorzystywał kłótnie trwające w cesarstwie, Czechów wysyłał na pierwszą linię, a sam udawał niewiniątko. Dzięki temu Czesi obudzili się z ręką w nocniku, a Mieszko zdobył Śląsk i Małopolskę.
Mieszko napłodził sporo dzieci. Trochę z Dobrawą, trochę z Odą. Najbardziej żądnym władzy okazał się Bolesław (nazwany później Chrobrym).
Pod koniec życia Książę wysłał do Papieża list zatytułowany dziwacznie "Dagome iudex". Po co go wysłał i co w nim napisał? Tego nawet ja nie wiem. Niektórzy twierdzą, że pod koniec życia Mieszko cierpiał na gorączkę...
***

BOLESŁAW CHROBRY Pierwszy król Polski, nieźle zaważył u szczytu kariery.
W dzieciństwie tata Mieszko, z podjudzenia macochy Ody, wysłał go na roboty do Niemiec. Na szczęście Bolek nie musiał zaiwaniać u bauera przy karczochach. Jego praca polegała na niańczeniu szczyla o kabaretowym imieniu Otto. Chrobry nauczył go  niezbyt wulgarnego przekleństwa "wciórności!" i sprawdziło się stare polskie przysłowie "Nauczyć gówniarza to chodzi i powtarza".
Otto używał tego wyrażenia przy każdej okazji i dzięki temu zyskał sławę, szacunek i nabożny wręcz podziw w całym Świętym Cesarstwie Rzymskim. W wieku trzech lat został królem Niemiec, a nieco później - cesarzem tego całego zwyrodniałego Świętego Cesarstwa. Piszę o tym tylko dlatego (wszak nie jest to poczet moherowych cesarzy) by uzmysłowić, że błyskotliwa kariera Ottona jest wyłączną zasługą utalentowanego pedagogicznie Bolesława.
W roku 984 Chrobry pojechał na urlop do Polski i już do Niemiec nie wrócił. W pewnym przybytku zdarzyło mu się zażyć rozkoszy cielesnej i wtedy zrozumiał, że od bawienia cudzych dzieci o wiele przyjemniejsze jest robienie własnych. Jednak w łożu okazał się cienkim bolkiem. Miał cztery żony, a spłodził tylko siódemkę dzieci...
W innych sprawach miał szczęście. Dwie śmierci wyniosły go na sam szczyt. Najpierw kopnął w kalendarz tata Mieszko. Bolesław błyskawicznie przejął władzę i w pierwszej kolejności rozprawił się z macochą Odą.
- Do piczy z tą pipą! - Zakrzyknął po polsko - czesku (wszak był synem Polaka i Czeszki). Potem, nie bacząc na kwiczenie macochy i przyrodniego rodzeństwa, wygnał ich na poniewierkę w niemieckich klasztorach.
Druga śmierć przytrafiła się biskupowi Wojciechowi (997r.). Biskup za życia był Czechem i apostołem Prus, a po śmierci został patronem Polski. Zginął na ziemi pruskiej w pruskim świętym gaju. Jego śmierć okazała się niezwykle korzystna dla Chrobrego. Wprawdzie za ciało męczennika musiał Chrobry wybulić kilkadziesiąt kilogramów złota (plus wdowi grosz), ale szybko okazało się, że towar wart był ceny.
Po pierwsze. O tym wydarzeniu trąbiły wszystkie ówczesne europejskie media.
Po drugie. Dwa lata później Wojciech ogłoszony został świętym. Jego kości zyskały status relikwii.
Po trzecie. Cesarz ( wspomniany wcześniej Otto) był moherem i lubił pielgrzymować.
Po czwarte. Bolesław Chrobry mógł zaprosić Ottona na pielgrzymkę do grobu św. Wojciecha i na imprezkę z okazji Millenium.
Po piąte. Cesarz Otto zwariował i zachciało mu się tworzyć coś na kształt Unii Europejskiej...
Kiedy więc stuknięty cesarz przypielgrzymował wreszcie do Gniezna (spóźnił się haniebnie, bo miał być na Sylwestra, a dotarł dopiero w marcu - jakoś tym razem przysłowiowa niemiecka punktualność nie wypaliła), mistrz ceremonii zaanonsował go następująco:
- Otto przybył Oto!
Uroczystości, modły i ochlaje trwały osiem dni. W tym czasie Chrobry dwa razy podał Ottonowi rękę. Pierwszy raz (na powitanie i na krótko) swoją własną dłoń, drugi raz (w ramach prezentu i na zawsze) dłoń świętego męczennika Wojciecha.
Cesarz, w ramach rewanżu, wręczył Bolesławowi podróbkę włóczni św. Maurycego i pozwolił mu chwilę poparadować w cesarskim diademie. Jako że Otto nazywał Chrobrego stryjkiem, wtedy właśnie powstała pierwsza wersja znanego powiedzenia: "Zamienił stryjek relikwię na kijek" 
Poza tym, w trakcie rozlicznych imprez, okazało się że Różaniec odmawiany w języku niemieckim brzmi jak jakaś przysięga w SS czy innym SA. Stało się też tak, że prastara piastowska ziemia, po raz pierwszy w historii, zaczęła nosić rodzimego arcybiskupa. Ów rodzimy arcybiskup nie nazywał się Rodzim tylko Radzim (a nawet Gaudenty) i był także Czechem i bratem św. Wojciecha (bracia po czesku to "dwa Pepiczki z jednej piczki").
Wtedy też ujawniła się szajba cesarza. Planował on utworzyć cesarstwo uniwersalistyczne (taką zacofaną Unię Europejską) obejmujące Sclavinię, Germanię, Galię i Romę. Chciał żeby Chrobry pomagał mu i został dla niego tym czym w przyszłości Tusk będzie dla Merkel.
Bolesław udawał, że zgadza się na wszystko, bo nie chciał szczylowi (cesarz nie był jeszcze pełnoletni) sprawiać przykrości. Nie powiedział mu nawet (choć wiedział), że z tych planów wyjdzie gówno i że takie utopijne idee dobre będą dopiero w drugiej połowie XX wieku. Póki co, należy zajmować się podbojami, łupiestwem i rabunkiem. Chrobry nie powiedział tego cesarzowi, ale tak myślał i tak później czynił.
Kiedy Otto wreszcie odjechał, Chrobry postanowił zadbać o swoje uzbrojenie. Uznał, że samą włócznią niewiele zwojuje i że przydałby się również miecz. W owym czasie najlepszym miecznikiem był niejaki Hawranek i u niego Bolesław obstalował miecz nazwany później Szczerbcem.
Stało się tedy, że Maurycy i Hawranek zgodnie patronowali uzbrojeniu Bolesława Chrobrego.
Jeszcze przez dwa lata (niecałe) musiał Chrobry udawać entuzjazm odnośnie planów cesarza. Na szczęście w 1002 roku spotkała Ottona przykrość pod Rzymem. Najpierw umarł na malarię, potem dostał niestrawności, a na koniec został jeszcze otruty przez późniejszego Henryka II. Późniejszy Henryk II był łotrem, szubrawcem i nieźle zalazł za skórę Chrobremu.
Najpierw jednak Chrobry zalazł za skórę Henrykowi. Wskoczył mianowicie na konia i przy pomocy Włóczni Maurycego, Szczerbca Hawranka i swojego wojska, zdobył Milsko, Miśnię i Łużyce. Zdobycie miało miejsce w 1002 roku i poskutkowało wojnami chrobro - cesarskimi trwającymi aż do roku 1018.
Mała dygresja. Widać wyraźnie, że niemieccy cesarze przyczepili się do Chrobrego jak gówno do koszuli. Przykre to jest, bo nie da się jednego akapitu napisać bez ich obmierzłego udziału. A trzeba jeszcze nadmienić, że pod koniec życia Bolesława pojawił się kolejny cesarz (Konrad II) i też nie dało się go do rany przyłożyć. Koniec dygresji.
Owe wojny były prowadzone w bardzo bałaganiarski sposób. Tak bałaganiarski, że właściwie nie sposób ustalić kto komu dał łupnia. Tym bardziej, że (w międzyczasie) Bolesław wojował w Czechach, a Henryk (też w międzyczasie) toczył boje gdzieś tam w makaroniarskich i żabojadzkich stronach. W każdym bądź razie, kiedy nastał zawarty w Budziszynie pokój (1018r.), okazało się, że sytuacja niczym nie różni się od tej sprzed zawieruchy (jeśli nie liczyć trupów, ruin, zgliszczy i pustych skarbców obu adwersarzy). W zasadzie jedynym skutkiem historycznym były dwa śluby: najpierw Mieszko (syn Chrobrego) hajtnął się z Rychezą, a później sam Chrobry pojął za żonę Odę.
Innych dochodów wojny nie przyniosły. Chrobry zajrzał do skarbca i zobaczył, że nie stać go nawet na waciki. Wtedy skierował swe dumne spojrzenie na wschód. Miał on ci zięcia Świętopełka, który akurat utracił władzę na Rusi Kijowskiej. Kijów, w owym czasie, był miastem przebogatym. Takie, dajmy na to, Gniezno wyglądało przy nim jak sławojka przy Pałacu Kultury i Nauki.
Bolesław ponownie zebrał zastępy i ruszył odzyskiwać władzę dla nieudacznika. Po drodze (pod Wołyniem) rozgromił wojska Jarosława Mądrego (sic!) i Kijów stanął przed nim bezbronny. Nie musiał nawet Szczerbca szczerbić o bramę tego miasta.
Powiadają, że kiedy pierwszy wóz z łupami wjeżdżał już do Gniezna, to ostatni dopiero wyjeżdżał z Kijowa. Było tego tyle. że Chrobry spokojnie mógł otworzyć sieć sklepów z używanymi skarbami.
Wkrótce nieudaczny zięć Świętopełk znowu utracił władzę, ale Chrobry miał to już gdzieś. Zbrzydło mu wojowanie. Nadwyżkę budżetową miał zapewnioną na wiele lat (konkretnie na 13), więc wolał zająć się konsumpcją. Tym bardziej, że z Kijowa przywiózł sobie nałożnicę - siostrę Jarosława Mądrego, Przedsławę...
Konsumpcyjny styl życia Chrobrego sprawił, że jego ekscesy prawo- i lewołożowe wydarzały się coraz bardziej sporadycznie. W końcu doigrał się i przyszedł czas, że już tylko waga pod nim jęczała...
- No nie mam lekko - pomyślał wtedy - Skoro potencja zanikła, to trzeba wzmocnić majestat!
Ale jak? Bolesław odziedziczył ci (po tacie Mieszku) doradcę polityczno – religijnego o imieniu Bojan. Uczony ów mąż w małym palcu lewej ręki przechowywał całą światową wiedzę, a w dużym paluchu prawej nogi - podagrę.
Mała dygresja. Oprócz całej wiedzy światowej były też rzeczy o których poinformowany był tylko Bojan. Wiedział, między innymi, co w przyszłości zrobi niejaki Zygmunt III Waza. Dlatego legalnie, drogą kupna, wszedł w posiadanie pewnych terenów po dwóch stronach Wisły. Przepłacił nawet trochę, bo Mazowszanie żądali dziewiętnastu koślawych denarów, a on dał dwadzieścia... Wydał jeszcze sto denarów na oblewanie transakcji, ale nie o to chodzi... Niech no tylko Bojan przypomni sobie gdzie schował akty własności!... Koniec dygresji.
Chrobry zaprosił Bojana na naradę i kiedy ten przybył, zadał mu tradycyjne pytanie:
- Cóż czynić?
Bojan zamyślił się głęboko. Trzeba wiedzieć, że oprócz starych obowiązków (zwilżanie gardła po każdym zdaniu), przyjął on na swoje barki jeszcze dodatkowe: po każdej myśli musiał oliwić maszynerię. Bolesław wiedział o tym i cierpliwie dolewał mu do kielicha. Wreszcie analiza się skończyła.
- Musisz, Książę, koronować się na króla!
- Ja nie chcę być królem! Nawet w bajkach król to przeważnie stary pierdoła jest. Nie potrafi głupiego smoka zabić! Musi płacić smokobójcom ręką księżniczki i połową królestwa. Co innego książę na białym koniu...
- E tam... To tylko bajki. Smoków już nie ma, ostatniego Krakusy załatwili... Musisz zostać królem teraz, póki sytuacja sprzyja. Papież nie będzie fikał, bo nasze koślawe denary mu nie śmierdzą... Jedynie szwabski cesarz może sprzeciwić się, ale zanim jego sprzeciw tu dotrze, minie ładnych parę miesięcy... Na szczęście nie mają jeszcze odrzutowych meserszmitów. Poza tym koronacja to głupstwo. Mamy inny problem, znacznie poważniejszy...
- Jaki?
- Nie wiadomo czy Barnaba to imię męskie czy żeńskie...
- Żeńskie, ma "a" na końcu...
- Niby tak... Ale wyobraź sobie... Masz kochankę o tym imieniu, jak to będzie brzmiało "Idę pokochać się z Barnabą"?
- No faktycznie, może się odechcieć...
- Właśnie! Bardziej to imię pasuje do jakiegoś wrednego sąsiada, "nie ma już gorszego draba, niźli sąsiad mój, Barnaba"!
- Dobra. Uznajemy Barnabę za imię męskie. A co z koronacją?
- Zrób to! Korona ci z głowy nie spadnie...
To tyle jeżeli chodzi o Bolesława Chrobrego. Teraz bierzemy banknot z jego podobizną i udajemy się do monopolowego. Na początek Chrobry wystarczy...
***

MIESZKO II
Kiedy niezdrowy tryb życia wpędził Bolesława Chrobrego w zaświaty, na piastowskim tronie zasiadł Mieszko II (1025r.) - niepierworodny syn swojego ojca i pechowiec najwyższej klasy.
Nie da się ukryć, że Mieszko bardzo pomagał swojemu pechowi. Najpierw zorganizował wystawną koronację, która ogołociła skarbiec (sam arcybiskup wziął 30 mieszków koślawych denarów za religijną celebrę), a później popełnił gruby błąd odnośnie swoich braci przyrodnich.
Zamiast wysłać ich tam, gdzie poszedł tata Chrobry, okazał litościwą głupotę i jednego (Bezpryma) wygnał na wschód, a drugiego (Ottona) na zachód. I nawet ich nie oślepił!
Jeszcze później zorganizował dwie łupieżcze wyprawy do Saksonii i spustoszył ten land doszczętnie (podobno nawet trawę wykosił i zabrał). Tym czynem zdenerwował niemieckiego cesarza Konrada II.
Trzeba też pamiętać, że Mieszko odziedziczył po ojcu nienawiść ze strony władcy Rusi Kijowskiej - Jarosława Mądrego. Władcy o tym imieniu nie odpuszczają win bez odpowiedniej pokuty i potrafią czekać na sprzyjające okoliczności...
Stało się tedy, że z zachodu najechał Polskę Konrad II, ze wschodu Jarosław Mądry, a w kraju też nie działo się dobrze. W kraju zawiązał się KOP (Komitet Obrony Pogaństwa) i jego zwolennicy narobili niezłego rozpiździaju! Głównie tępili kler i chcieli dorwać Króla... Korzystając z zamieszania władzę przejął Bezprym.
Położenie Mieszka zrobiło się tragiczne. Najgorsze, że nie mógł skorzystać z usług swojego doradcy polityczno - religijnego. Akurat w tym czasie Uczony Mąż Bojan udał się do wód na jakąś kurację... Król nie miał innego wyjścia - musiał spieprzać. Po azyl wyruszył do Czech. Niestety, władca tego kraiku - Uldaryk, również miał jakieś zadawnione żale. Uwięził Mieszka i pozbawił go klejnotów (konkretnie dwóch klejnotów, tych najważniejszych). Tak to, w stanie niekompletnym, wylądował były Król Polski w lochu, ale nie użalał się nad sobą. Myślał sobie tak:
" No cóż... Straciłem koronę, władzę, klejnoty... Pies drapał koronę... i tak wyglądała jak pudełko po butach Anny Lewandowskiej... Władzę kiedyś odzyskam... odzyskam i zemszczę się... Klejnotów nie odzyskam... ale co tam... Moje imię jakieś takie... ani męskie... ani żeńskie...jakby rodzaju nijakiego... Nawet pasuje do sytuacji płciowej... Summa summarum, szklanka w połowie jest pełna... Kurwa mać"!...
Dobrze chłop(?) myślał. Wkrótce Bojan powrócił z kuracji i zakulisowo wydostał Mieszka z lochu. Zmusił go też do zaprzestania powielania starych błędów. Uzurpator Bezprym zszedł z tego świata w sposób gwałtowny, a Mieszkowi nic nie udowodniono.
Jednak sytuacja nadal była niełatwa. Szwabski cesarz narzucił Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj pomiędzy Mieszka, Ottona i jakiegoś Dytryka (rzekomo kuzyna Mieszka). Szwab wiedział co robi, lepiej mieć do czynienia z trzema słabeuszami niż z jednym siłaczem.
Ale nie z Mieszkiem (wspieranym przez Bojana) takie numery. Otto szybko i grzecznie opuścił ten padół łez, a Dytryk nawet nie dotarł do Polski by objąć swoją część władzy.
Mieszko znalazł się na najlepszej drodze do odzyskania dawnej potęgi. Niestety, pech o nim nie zapomniał: biedakowi zmarło się znienacka (1034r.)...
Biedna żona, Rycheza, odetchnęła z ulgą, bo po powrocie z Czech, mąż postępował niczym pies ogrodnika... Jej życie intymne ograniczało się do wysłuchiwania rzewnej piosenki. Mieszko lubił upijać się na smutno i wtedy śpiewał:
"Czesi mi odjęli
Moje biedne jaja
I je (przy niedzieli)
Wciepli do ruczaja.
Hej, hej"...
***

BEZPRYM
Najstarszy syn Bolesława Chrobrego. Znakomita ilustracja powiedzenia "Pierwsze śliwki robaczywki".
W młodości szlajał się trochę po Europie i na skutek tego szlajania (albo pomimo) trafił do klasztoru. Zakonnikiem był dobrym. Do jego obowiązków należało napełnianie kielichów i czynił to perfekcyjnie. Wiele lat polewał i nie uronił nawet jednej kropli! Sam papież Sylwester II nie krył podziwu dla jego umiejętności i w sylwestra 999r. uhonorował go świecko - religijnym tytułem "Polewacz Tysiąclecia".
Sukces uderzył Bezprymowi do głowy i mocno poprzewracał mu w dupie. Opuścił klasztor i poszedł zadziałać na szczytach władzy. Jako początkujący musiał najpierw zaistnieć w strukturach lokalnych.
Mała dygresja. Tatuś Bezpryma (Bolesław Chrobry) był Polakoczechem, a mamusia (Księżniczka Karolda) - Węgierką. Dzięki temu Bezprym posiadał obywatelstwo całej Grupy Wyszehradzkiej i prawo do bycia krewnym i znajomym króliczka. Koniec dygresji.
Stało się tedy, że wystartował w wyborach na żupana węgierskiego grodu i wygrał, bo nie miał z kim przegrać. Dzisiaj ten gród nazywa się Veszprem, jako że kronikarze nieco zniekształcili  nazwę nadaną przez Bezpryma.
Rządy jego ociekały troszkę krwią, dlatego Węgrzy musieli wzbogacić swoje słownictwo. Dotychczas nie posiadali określenia na ludzi pokroju Bezpryma, więc wymyślili słowo "fasz". Na szczęście krótko tam rządził i przyjaźń polsko - węgierska przetrwała...
Później wylądował na Śląsku. Też na krótko, ale Hanysy zdążyli wymyśleć aż dwa słowa: "ciul" i "gorol"...
Zyskawszy takie doświadczenia, Bezprym uznał, że nadaje się już na władcę Polski. Akurat Bolesław Chrobry przeszedł w stan oczekiwania na umieszczenie swojej podobizny na banknocie 20zł, więc tron był wolny. Jednak Mieszko II okazał się szybszy i skuteczniejszy, dla Bezpryma pozostało stanowisko lidera totalnej opozycji.
Trzeba przyznać, że pokazał mistrzostwo w zdradzieckich poczynaniach. Nie było wtedy Internetu i Facebooka, a on potrafił skoordynować działania szwabskiego cesarza Konrada II, kijowskiego księcia Jarosława Mądrego i mącącego w kraju KOP-u (Komitetu Obrony Pogaństwa)!
Zgrabnie wysiudał Mieszka II z tronu i sam zajął jego miejsce. W pierwszej kolejności zapakował do torebki Rychezy (żony obalonego króla) polskie insygnia koronacyjne i, wraz z właścicielką tej torebki, odesłał je cesarzowi. Później zaczął rządzić, czyli tępić swoich przeciwników.
Wprawdzie ani się umywał do Hitlera czy Stalina, ale i tak zasłużył sobie na marny koniec. Polacy nie bawili się w wymyślanie nowych słów, wzięli i skrócili dziada o głowę...

***

OTTO

Trzeci syn z trzeciej żony Bolesława Chrobrego. Urodził się dn. 01.01.1000 o godz. 00.00.01. Znacząca data i godzina. Kilka jedynek i mnóstwo zer... Prawie jak listy wyborcze niektórych partii politycznych!
Tata Bolesław miał kłopot z Ottonem. Najstarszego syna (Bezpryma) wysłał do klasztoru, średniego (Mieszka) zamierzał uczynić następcą, a dla najmłodszego brakło już koncepcji. Nie miał pojęcia jaką ścieżkę kariery wybrać dla niego.
Na szczęście, pewnego dnia, otrzymał pierwszą dostawę żubrówki z Puszczy Białowieskiej...
Mała dygresja. Kiedy Chrobry spróbował żubrówki, doznał wizji przyszłości. Wyraźnie zobaczył czarownika z teką, który (tysiąc lat później) próbuje zamienić Puszczę Białowieską w Białowieski Park Burzanów Wonnych. Koniec dygresji.
... i mógł zaprosić Uczonego Męża Bojana na naradę. Bojan przybył niezwłocznie, nakazał pachołkowi wymienić kielich na większy, spróbował trunku i już był gotowy na trudne pytanie:
- Cóż czynić z Ottonem?
Dwa gąsiorki później, Bojan znalazł rozwiązanie problemu.
- Musisz, Książę, wykierować go na geja!
- Co?! Syn władcy chrześcijańskiej Polski ma być gejem? Zwariowałeś? Wstyd i hańba!
- Jaki wstyd? Jaka hańba? Książę! Mamy już jedenasty wiek! Poza tym...
- Co poza tym?
- Poza tym... Taki ładniutki blondynek z dużymi, cielęcymi oczętami... Wyślesz go do kogo zechcesz. On każdego owinie sobie wokół małego... Cesarza sobie owinie, papieża sobie owinie...
- No genialny pomysł!
Niestety. Genialny pomysł Bojana zdał się psu na budę. Otto nie wykazał skłonności do jakiejkolwiek orientacji. Powiadają, że nawet nie bawił się ptaszkiem!
Stało się tedy, że został zwykłym, niezorientowanym frajerem i popychadłem wykorzystywanym bez skrupułów przez każdego kto chciał. A wielu chciało...
Kiedy umarł tata Chrobry i na tron wstąpił Mieszko II, Otto ciągle spał, choć rękę trzymał już w nocniku... Obudził go Bezprym - czarna owca i przymusił do spiskowania. Otto w te klocki też nie był dobry. Zdobył się jedynie na wymyślenie paszkwilanckiego wierszyka przeciwko Mieszkowi:
"Mieszko II jest jełopem,
Potraktować trza go kopem!
Z nosa mu wyrasta mnóstwo kłaków
I koronę ma z tombaku!"
Mieszka ubodła zwłaszcza ta korona z tombaku. Pochwycił "poetę" i wysłał do Niemiec... Wysłał w sposób nieco brutalny, więc Ottona długo jeszcze cztery litery bolały. Bezprym bezboleśnie uciekł na wschód.
Kiedy Mieszko popadł w tarapaty i zdekompletowany wylądował w czeskim lochu, okazało się , że do Gniezna bliżej jest z Kijowa niż z Berlina. Zanim Otto zdążył wyciągnąć rękę z nocnika, na polskim tronie siedział już Bezprym.
Ale i na Bezpryma przyszła kryska. Wtedy to, szwabski cesarz Konrad II umyślił sobie wprowadzić w Polsce trójpodział władzy. Podzielił kraj na trzy części. Jedną część dostał wydobyty z lochu Mieszko, drugą - jakiś Dytryk, a trzecią nasz sympatyczny nieudacznik.
Miał więc Otto swoje pięć minut. Niemal dosłownie pięć minut, bo zaraz potem zeszło mu się z przyczyn nienaturalnych...
***

DYTRYK
Znakomity przykład zmarnowanego talentu.
Tata Dytryka, niejaki Świętopełk, miał pecha urodzić się się jako przyrodni i sporo młodszy brat Bolesława Chrobrego. Kiedy Chrobry doszedł do władzy, babcia Dytryka (a macocha Chrobrego) szybciutko złapała torebkę, zgarnęła dzieci (między innymi Świętopełka) i nie czekając na zachętę, rozsądnie uciekła do Niemiec.
Dytryk urodził się już w Niemczech (ok. 992r.) jako syn Świętopełka i Niemki o dziwnym imieniu Nietutejsza. Nie było mu łatwo. Od maleńkości trenował sprawowanie władzy, jednak kariery nie zrobił. Talentu mu nie brakowało, ale czy Szwaby dopuszczą Półpolaczka do czegokolwiek?
Tułał się tedy po ligach regionalnych i głównie zajmował się grzaniem ławy rezerwowych. Nigdy nie wychodził w pierwszym składzie, z rzadka tylko miał okazję wystąpić w roli pomocnika, co zwykle kończyło się kontuzją i długą rehabilitacją.
Czarno widząc przyszłość, zamierzał już Dytryk zawiesić insygnia władzy na kołku i zająć się komentowaniem, gdy nagle... chociaż właściwie nie nagle... Trochę trwało zanim to się stało, ale się stało.
Polska, za Chrobrego mocarstwo, przemieniła się w kondominium niemiecko - rusińskie. Cesarz Konrad II potrzebował zawodników na tamtejszym podwórku, więc przypomniał sobie o wiecznym rezerwowym. Dytryk mógł wreszcie wziąć udział w prawdziwej grze (1032r.).
Nie wyszedł na tym dobrze. Jego nominalny partner, Mieszko II, okazał się rywalem grającym nieczysto, więc Dytryk szybciutko doznał śmiertelnej kontuzji...
Pozostało po nim tylko epitafium ułożone przez Uczonego Męża Bojana:
Dytryku, Dytryku,
Zawisłeś na stryku!
Teraz dla Dytryka
Nagrobek z lastryka...
***

BOLESŁAW ZAPOMNIANY
Pierwowzór kilku późniejszych bohaterów.
Został zapomniany kiedy miał dwanaście lat. Tak się złożyło, że rodzice Bolka zapragnęli spędzić urlop osobno. Tata Mieszko II Lambert zamierzał pojechać na Oktoberfest, a mama Rycheza planowała rozległą operację plastyczną w czeskiej klinice jakiejś. Ustalili, że dzieci zabiera Rycheza.
Niestety, wszystko się pokićkało. Na skutek dziwnego zbiegu okoliczności, Mieszko trafił pod czeski skalpel, a Rycheza z dziećmi wylądowała przy stoliku zastawionym kuflami piwa i porcjami golonki z musztardą.
Natomiast Bolek nie zajął miejsca w żadnej karecie. Akurat w dniu wyjazdu doznał pierwszego wzwodu i cały ranek zmagał się z tym problemem w piastowskiej sławojce. Jako że rodzice wyjeżdżali w nieco panicznym pośpiechu - Bolek, niczym Kevin, został sam w domu.
Jednak nie rozdzierał szat. Znalazł jakąś (zgubioną w pośpiechu) sakiewkę z koślawymi denarami i poszedł na szaszłyk z tura. Nie dotarł, niestety, do "Dzikiego Dworu pod Kaczką", zgarnęli go mnisi, którzy niedawno założyli w Gnieźnie klasztor.
Bolesław od urodzenia miał awersję do grupowego klepania pacierzy, a w klasztorze musiał czynić to trzy razy dziennie. Długo nie wytrzymał. Uciekł stamtąd poddenerwowany i na gnieźnieńskim rynku, gromkim głosem dał sygnał (niczym Lenin wystrzałem z Aurory) do Rewolucji Pogańskiej.
Mała dygresja. Właściwie Rewolucja Pogańska powinna nazywać się Reakcją Pogańską, bo rewolucjoniści walczyli o powrót starego. Jednakże stosowali bardzo rewolucyjne metody walki z przeciwnikami, dlatego ich działania pozwoliłem sobie nazwać Rewolucją. Koniec dygresji.
Rewolucja rozpełzła się po kraju, a Bolesław wrócił do domu.
Akurat tata Mieszko II zakończył ziemską część swojej wędrówki (1034r), więc Bolesław spokojnie mógł koronować się na króla Polski. Oprócz jabłka, berła i korony dostał też rozdwojenia jaźni.
Za dnia panował sprawiedliwie i dobrotliwie (niczym Dr. Jekyll), w nocy zaś przemieniał się w krwiożerczego pogańskiego bojownika (jak Mr. Hyde).
Zdaje się, że przyczyną tego rozdwojenia był praprzodek Kolegi Podśmiechujka. Bolesław uwielbiał perły, a ów praprzodek powiedział mu (przy piwie), że perły rodzą się w nerkach duchownych katolickich. Im wyżej postawiony duchowny, tym perła piękniejsza!
Bolesław, chociaż Król Polski, legalnie nie mógł wypatroszyć nawet zwykłego kleryka, cóż dopiero biskupa! Dlatego nocami, w przebraniu, na czele bandy zwolenników pogaństwa, napadał na siedziby kapłanów, od proboszcza wzwyż. Skrupulatnie przeszukiwał wnętrzności ofiar, ale chyba z marnym skutkiem, bo jego kolekcja pereł była bardzo mizerna...
W sumie Bolesław Zapomniany nie miał szans długo pożyć. Średniowieczni Polacy nie lubili ani sprawiedliwych i dobrotliwych władców ani krwiożerczych pogańskich bojowników. Dopadli Bolesława w roku 1038 i biedak skończył niczym Azja Tuhajbejowicz.
Kiedy konał w męczarniach na palu, byli poddani zapewniali go solennie:
- Zawsze będziemy o tobie pamiętać!
Nie dotrzymali słowa...
***

KAZIMIERZ ODNOWICIEL


W czepku urodzony, największy szczęściarz wśród Piastów.



Lata 1030 - 1038 były bardzo kryzysowe dla Piastów. Padali oni niczym muchy - jak nie od trucizny to od miecza lub stryczka, w skrajnych przypadkach nawet od pala! Holokaust Piastów przeżył jedynie Kazimierz - syn Mieszka II i Rychezy.



Opatrzność czuwała nad nim ustawicznie. Nie dopuszczała do niego skrytobójców, nie dopuszczała jawnobójców, sprawiła też, że wszystko co złe wydarzyło się ZANIM Kazimierz doszedł do władzy.



A działo się trochę. Najechał Polskę szwabski cesarz Konrad II (1031r), najechał Polskę Rusiński książę Jarosław Mądry (też 1031r), a w samej Polsce wybuchła reakcyjna rewolucja pogańska. Z tego wszystkiego kury przestały się nieść, krowy nie dawały mleka i ceny nabiału (zwłaszcza masła) osiągnęły poziom niebotyczny!



Wykorzystał to niejaki, nomen omen, Masław. Zaimportował masło z Indii (od świętych krów) i opylał je na Mazowszu po cenach niewygórowanych. Nie dość, że wzbogacił się haniebnie, to jeszcze wdzięczni Mazowszanie obwołali go władcą i ogłosili niepodległość dzielnicy (bez referendum). Zanosiło się, że Polska będzie musiała egzystować bez Mazowsza...



Tymczasem reszta kraju cierpiała. Niedostatek masła budził w ludziach dzikie i pogańskie instynkty. Niewolnicy podrzynali panów, gwałcili panie i rżnęli duchownych chrześcijańskich. Zamęt powiększał król Bolesław Zapomniany, który nocą przewodził reakcyjnym rewolucjonistom, a w dzień tępił ich bezlitośnie. Gospodarka upadła, prosperowały tylko pogańskie zakłady pogrzebowe, bo trup naprawdę ścielił się gęsto!



Kulminacja nieszczęść nastąpiła w roku 1038. Wtedy to na Polskę spadł łupieżczy najazd czeskiego władcy o ostrym imieniu Brzetysław. Wyrodni bracia Czesi zrabowali wszystko to, co nie zostało zrabowane wprzódy. Nawet kości świętego męczennika Wojciecha! W drodze do domu, Brzetysław przyłączył Śląsk do swojego państwa.



Czy mogło być jeszcze gorzej? Nie mogło i nie było. Zły los odwrócił się od Polski. Bolesław Zapomniany niewłasnoręcznie nadział się na pal i nagle okazało się, że jedynym kandydatem na władcę jest szczęściarz Kazimierz!



Był niegłupim szczęściarzem. Szczęśliwie władzę objął, zamieszki szczęśliwie ustały, a ościenni władcy, na szczęście, zajęli się swoimi sprawami. Kazimierz popatrzył na swoje państwo i rzekł:



- Kurza twarz! W tym kraju wszystko już jest spieprzone! Nawet gdybym chciał, to nie ma szans na pogorszenie. Można tylko naprawiać. Przecież wystarczy splunąć i już sytuacja wygląda lepiej...



Jak widać nietrudno mu było zostać Odnowicielem.



Na skutek czeskiego najazdu, najbardziej ucierpiało stołeczne Gniezno. Jednak Kazimierz akurat Gniezna nie zamierzał odnawiać. Wziął i przeniósł centralne koryto do mniej zniszczonego Krakowa. Jako że koryto było pustawe, Książę odnowił służby skarbowe i poborcy znowu rozleźli się po kraju.



Kiedy koślawe denary trochę wypełniły skarbiec, Kazimierz postanowił skorzystać z sakramentu małżeństwa. Znowu miał szczęście, Akurat wolna była ręka Dobroniegi, siostry Jarosława Mądrego, która była córką Włodzimierza Wielkiego.



Mała dygresja. Włodzimierz Wielki to był dopiero gość! Urodził się na Wołyniu, zdobył Smoleńsk, porwał księżniczkę Rognedę, zamordował księcia Jaropełka i podbił polskie Grody Czerwińskie. Miał kilkanaście żon i 800 konkubin! Na starość ochrzcił się i wykorzystywał rzekę Dniepr do masowego chrzczenia chętnych lub masowego topienia niechętnych. Dzięki temu, po śmierci został świętym, ale tylko Kościoła prawosławnego. Koniec dygresji.



Dobroniega może nie była tak piękna jak Julia Tymoszenko, za to była tylko 10 lat starsza od Kazimierza. I wesele wypadło tanio, bo Piastowie wykruszyli się w latach wcześniejszych, a goście z Kijowa przywieźli własne trunki i zakąski.



Kazimierz szybko uświadomił sobie jakie to szczęście mieć Jarosława za szwagra. Jarosław pomógł mu okiełznać (czyli wyprawić na tamten świat) maślanego Masława i poskromić zbuntowane Mazowsze. Korzystając z kijowskich posiłków zdobył też Śląsk i nie oddał go, pomimo że czeski władca Brzetysław poleciał ze skargą do cesarza. Znowu mu się poszczęściło, cesarz miał w dupie czeskie pretensje.



Potem, aż do śmierci (1058r), odnawiał Kazimierz co popadło: głównie biskupstwa, klasztory, browary, buduary Dobroniegi, pomniki Bolesława Chrobrego, gorzelnie i zwyczaje wielkanocne.



Zostało po nim mnóstwo rzeczy, między innymi ułożone przez Uczonego Męża Bojana epitafium:


"Odnowiłeś, Kazik, Ojczyznę,

Fermentacją zastąpiłeś zgniliznę.

Teraz, gdy spoczywasz pod płytą,

Na powierzchni lud przerabia żyto.

Lecz nie każdy pije lub żłopie,

Niektórzy preferują konopie!"

***

BOLESŁAW ŚMIAŁY

Pierwszy władca o imieniu Bolesław nie będący synem Mieszka. Wydarzenie bezprecedensowe, więc nawet sama Opatrzność nie wiedziała co z tego wyniknie...

W XI wieku Europa Środkowo - Wschodnia zmienną była niczym kobieta. Roku pańskiego 1034 Państwo Polskie leżało upadnięte i nawet kwiczeć nie miało siły... Dwadzieścia lat później było już lokalnym mocarstwem! Odwrotnie Ruś Kijowska. Ona przeszła drogę od bohatera do zera. Kotłowało się również u Czechów i na Węgrzech. Nawet szwabskie cesarstwo miało swoje problemy.

Mała dygresja. Szwabski cesarz Henryk IV wdał się w spór z papieżem Grzegorzem VII o jakąś inwestyturę. Początkowo nie szło mu najlepiej. Górę wziął papież, a on długo przebywał pod wozem, czyli w czarnej dupie. Przełom nastąpił w Canossie. Henryk, ubrany jedynie w worek po burakach ćwikłowych, trzy dni błagał o wybaczenie i takowe uzyskał, bo Grzegorz przypomniał sobie, że jest katolikiem i wybaczać musi. Takie pochopne wybaczanie nie wyszło papieżowi na zdrowie, niestety... Koniec dygresji.

Kiedy w roku 1058 Bolesław Śmiały wstąpił na tron, mógł sobie na wiele pozwolić. W pierwszej kolejności wyprawił się na Węgry. Bardzo rozsądnie się wyprawił, bo nie upił się tam jak bela, tylko osadził na tronie swojego kolegę Belę I.

Później Bolesław podjął się reżyserowania czeskiego filmu w Czechach. Wyszło mu całkiem nieźle. Udzielił schronienia Jaromirowi, a poparł jego przeciwnika Wratysława. Obiecał cesarzowi, że nie będzie wojował z Czechami, a parę miesięcy później najechał Pepików. Zirytowało to cesarza, zamierzał pokarać Bolesława, ale cesarzowi wbrew zrobili Sasi i polski władca nadal mógł być niepokorny.

Wybrał się tedy namieszać trochę do Kijowa. Tam też nieźle mu szło, ale do czasu... Wkrótce przekonał się jak niebezpieczne potrafią być istoty na co dzień noszące sukienki. Pantoflową pocztą doszły pod Kijów wieści, że żony rycerzy biorących udział w wyprawie kijowskiej zapomniały co to wierność i, jak jedna żona, popuszczały się z zarządcami majątków! Wkurzeni rycerze opuścili króla i pojechali ratować swoje małżeństwa (czyli spuścić łomot połowicom).

Bolesław również zdyscyplinował małżonkę, ale to mu nie wystarczyło. Wdał się w konflikt z biskupem krakowskim Stanisławem, który też na co dzień nosił sukienkę. O co dokładnie poszło opisuje w swoim wierszu Uczony Mąż Bojan:

Któryż to władca mieczem wojuje?
Czyjaż pod mieczem jest głowa?
Bolesław Śmiały księdza ćwiartuje,
Księdzem jest biskup Krakowa.

Jakaż przyczyna całej tej jatki?
Czemuż mu członki oddziela?
Kto rozwiązanie da tej zagadki,
Gdzież szukać poliszynela?

Ja wiem dlaczego Bolek to sprawił,
Czemu tragedia się stała.
Ale nie powiem, choć wszyscy ciekawi,
Nie powiem! Takiego wała!

Lecz nie mniej żalu, drogi kolego,
Żem tajemnicy dochował,
Ja ten wiersz piszę tylko dlatego,
By się wieszcz Adam wzorował!

No i wszystko jasne... Po ćwiartowaniu szczęście całkiem opuściło Śmiałego. Okazało się, że opozycja w Polsce nie zawsze była nieudaczna i Bolesław musiał uciekać na Węgry. Tam też narobił sobie kłopotów. Dupa przykleiła mu się do siodła i nie zsiadł z konia na powitanie z węgierskim władcą...

Zmarł w jakimś klasztorze czy też zamtuzie...

***

WŁADYSŁAW HERMAN

Władca o wiele mniej znany niż jego imiennik, zwykły esesman, Herman Brunner. Ale co się dziwić? Brunnera wkręcał jeden jedyny Hans Kloss, Władysława wkręcali wszyscy!

W dzieciństwie jaja sobie z niego robił starszy brat, Bolesław Śmiały. Co noc zakradał się do łóżka Władka i nasikiwał mu między nogi. Trzeba wiedzieć, że w średniowieczu Polacy kąpali się jeszcze rzadziej niż dzisiaj, więc Władek nie pachniał sympatycznie.

Bolek robił mu też inne wredne kawały: podrzucał obrazki z gołymi babami do kajetu z religii, na plecach przyklejał kartki z napisem "Szukam żony jak szalony" albo "Kopnij mnie!" i jeszcze rozpuszczał plotki, że Władzio wypija na śniadanie sześć surowych jaj i potem masturbuje się w książęcej sławojce.

Jak widać, biedaczek nie miał lekko. Kiedy płakał i użalał się nad swoim losem, starszy brat niby to pocieszał go:
- Uśmiechnij się dzisiaj, jutro możesz nie mieć zębów!

Na szczęście, w roku 1058 umarł tata Kazimierz Odnowiciel. Bolesław Śmiały musiał wstąpić na tron i nie miał już czasu na dokuczanie Władkowi. Poza tym, Władek wyjechał do Płocka, by w imieniu brata rządzić Mazowszem. Przez parę lat było mu dobrze. Znalazł sobie nawet żonę o imieniu Przecława. Była to Polka, o dziwo, nie bardzo zołzowata. Spłodził z nią syna Zbigniewa, wybudował kościół w Inowłodzu, kupił szpadel by posadzić drzewo... Na nieszczęście, pojawił się kolejny dręczyciel. Taki jeden Sieciech - wojewoda, a później palatyn.

Mała dygresja. Palatyn Sieciech nie był zwykłym średniowiecznym kmiotem. Posiadał cechy współczesnych polityków: przerost ambicji, żądzę władzy i chęć wzbogacenia się. Chyba umieszczę go w tym poczcie, bo chociaż formalnie nie był władcą, to przecież kierował wszystkim z tylnego siedzenia. Chujowo kierował, ale kierował! Koniec dygresji.

Skończyły się lata tłuste. Wszystkie stery przechwycił Sieciech, żonę Przecławę także. Hermanowi pozostała rola figuranta oraz nieograniczony dostęp do surowych jajek i sławojki. Właściwie został, szczerze mówiąc, zakładnikiem Sieciecha, więc szybko nabawił się syndromu sztokholmskiego.

Bronił Sieciecha przed bratem, choć Sieciech spiskował bezczelnie. Bronił Sieciecha przed poddanymi, choć Sieciech krzywdził ich okrutnie. Ślepo wykonywał polecenia Sieciecha i brał na klatę negatywne skutki poleceń Sieciecha. Pozwalał Sieciechowi bić koślawe denary z wizerunkiem Sieciecha i potulnie żenił się z Judytami, które mu Sieciech sprowadzał. Kto wie? Może nawet skorzystał z pomocy Sieciecha w spłodzeniu drugiego syna, Bolesława Krzywoustego?

Kiedy w roku 1079 Bolesław Śmiały zmuszony został do ucieczki z Polski, Władysław Herman zasiadł na tronie i Sieciech mógł rządzić całym państwem. Rządził do roku 1100. W tym roku pańskim synowie Hermana okazali się wyrodnymi gnojkami. Zbrojnie zrzucili tatusia z tronu i zmarginalizowali go doszczętnie. Wprawdzie nie skrzywdzili go fizycznie, ale upokorzeń niematerialnych musiał, nieszczęsny, nałykać się do syta. Jeszcze gorzej postąpili z Sieciechem. Wyłupili mu oczy i podzielili się nimi sprawiedliwie...

Władysław Herman nie doczekał sześćdziesiątki. Zmarł 4 czerwca 1102r. Akurat tego dnia Uczony Mąż Bojan powrócił z wód. Znał dobrze zmarłego, więc napisał epitafium:

Gdybyś, Władysław, był taki
Jak 300 lat później Jagiełło,
To licho co bierze nijakich,
Nie Ciebie dzisiaj by wzięłło!


PS. Dokładnie 887 lat po śmierci WH odbyły się pierwsze w historii PRL częściowo wolne wybory parlamentarne...


***

MIESZKO BOLESŁAWOWIC

Ależ to chłopiec był piękny i młody!... Bardzo dobrze rokujący syn Bolesława Śmiałego. Pierwszy człowiek, który postawił stopę (i nie tylko stopę) w Kielcach.

Gdybyż tatuś Bolesław biskupa Stanisława nie poćwiartował!... Popełnił jednak, skubany, ten czyn świętokradczy i musiał spierdzielać z dobrze prosperującego królestwa. Wraz z nim na Węgrzech wylądował Mieszko niewinny i w Budzie kończył gimnazjum, bo w Peszcie zadupie wówczas było.

Bolesław był dosyć liberalnym ojcem, ale w roku 1081 nie dożył czterdziestki i biedny Mieszko znalazł się pod bezpośrednią opieką moherowego króla Węgier Władysława I Świętego. Brrrr...
Posty i modły, pokuty i modły, zadośćuczynienia i modły, modły i modły i zero Tokaju... Pięć świętobliwych lat Mieszko wytrzymał, ale więcej wytrzymywać nie zamierzał! Akurat nad Balatonem przebywał uczony mąż Bojan (kurował się z podagry), więc do niego udał się Mieszko po poradę.

- Cóż czynić, Bojanie? - zapytał zdesperowany - Szesnaście lat skończyłem, a prawiczkiem jestem pod względem seksu, alkoholu, hazardu i paru innych rzeczy...

Bojan nie zachichotał, bo żal mu było chłopaka.

- Wiesz co, Mieszko? Masz przesrane. Na Węgrzech jesteś bezpieczny, ale szybko staniesz się moherową fujarą..

- Nie!!! Tyko nie to!

- Wracaj więc do Polski. Tam długo nie pociągniesz, ale trochę żywota użyjesz...

- Dlaczego w Polsce długo nie pociągnę?

- Taka jest w Polsce sytuacja dla ciebie niedobra. Formalnie (ale tylko formalnie) rządzi twój stryjek Władysław Herman. Pragnie on spokoju, seksu francuskiego bez zabezpieczeń i twojej śmierci.
Jego żoną jest Judyta. Ta, z kolei, pragnie władzy dla swojego syna, ciuchów, kosmetyków i twojej śmierci.
Nieformalnym władcą jest palatyn Sieciech. On chce korony, bogactw i twojej śmierci.
Jest jeszcze syn z pierwszego małżeństwa Hermana, niejaki Zbigniew. Na razie siedzi w klasztorze, ale marzy o swobodnym zaspokajaniu swoich sadystycznych skłonności i o twojej śmierci...
No i wyżej wspomniany syn Judyty... Najmłodszy i najgorszy Bolesław Krzywousty... Ma dopiero trzy miesiące, ale już roztacza złowrogą aurę... Pragnie ciepłego mleka, suchej pieluchy i twojej śmierci...
Summa summarum: pożyjesz w Polsce rok, może dwa... góra trzy lata...

- Dobre i trzy lata. A jak będę dobrze wywijał się...

- Więc jedź i wywijaj się dobrze, ale czarno to widzę...

Mieszko wrócił do Polski. Władysław Herman udawał dobrego stryjcia. Odstąpił Mieszkowi dzielnicę krakowską, naraił ruską księżniczkę na żonę i poklepywał po pleckach przy każdej okazji...

Piękna była ziemia krakowska, ale czegoś w niej brakowało. Razu pewnego udał się Mieszko na polowanie. Jak to zwykle bywa, w pogoni za zwierzem zgubił towarzyszy i trafił na nieznaną polanę. Strudzony zasnął w trawie, coś mu się przyśniło, ktoś mu się objawił, a w gardle mu wyschło... Kiedy się obudził, łyknął wody ze źródła, podparł się w boki jak basza i powiedział:

- Tutaj wybuduję Pjongczang!... Albo nie... Za mocno piździ jak na Pjongczang... Tutaj wybuduję Kielce!

Tak to, dzięki Mieszkowi, na ziemi kieleckiej powstały Kielce, a nie jakaś, pechowa dla Polek i Polaków, koreańska pipidówa!

Bardzo ukochał naród polski Mieszka. Spodziewano się, że zostanie królem i powiedzie Polskę w świetlaną przyszłość, bo naprawdę zapowiadał się fantastycznie... Niestety... Jakaś suka niemyta, przy pomocy jakiegoś kutasa złamanego, dosypała coś do drinka Mieszka i książę skonał w dniu swoich dwudziestych urodzin...

Bojan akurat powrócił z kuracji, więc tradycyjnie napisał epitafium:

A nie mówiłem?


***

SIECIECH


Taki sobie szeregowy wojewoda.
Początkowo Sieciech był przydupasem księcia Władysława Hermana. Później przenicowało się trochę i Władysław Herman został przydupasem Sieciecha.
Ku przestrodze: Sieciech sterował nawą państwową (z tylnego siedzenia) przez ponad dwadzieścia lat!

Oto jego osiągnięcia:
- Do roku 1079 był przydupasem.
- Rok 1079 - Doprowadził do wygnania z Polski prawowitego króla, Bolesława Śmiałego i usadził na tronie (już jako zwykłego księcia) Władysława Hermana.
- Rok 1084 - Odebrał Hermanowi niesakramentalną żonę i nakazał mu chędożyć czeską Judytę.
- Rok 1085 - Zorientował się, że badania genetyczne nie są jeszcze znane. Zabronił Hermanowi chędożyć Judytę i sam zaczął to robić.
- Lata 1086 - 1090 - Ukształtował Bolesława Krzywoustego na swój wzór i podobieństwo.
- Rok 1089 - Aż dwie rzeczy zrobił:
   - Umieścił pierworodnego syna Hermana, Zbigniewa, w żeńskim klasztorze w Niemczech (To chyba najokrutniejszy czyn Sieciecha. Kto widział niemiecką zakonnicę, ten zrozumie).
   - Niewłasnoręcznie otruł nadzieję Narodu Polskiego, Mieszka Bolesławowica (syna Bolesława Śmiałego), który zapowiadał się na znakomitego władcę.
- Rok 1090 - Zaczął bić prywatne koślawe denary ze swoim wizerunkiem. Stały się one oficjalną walutą, bo nakazał w nich właśnie wypłacać sobie łapówki.
- Lata 1089 - 1100 - Truł, ścinał, wieszał, grabił, rabował, łamał prawo, spiskował, knuł i mieszał. Krótko mówiąc: wkurwiał ludzi!
- Lata 1093 - 1100 - W imieniu Hermana i ze zmiennym szczęściem toczył bijatyki z totalną już wtedy opozycją. Totalna występowała w imieniu synów Hermana: Zbigniewa i Bolesława.
- Rok 1100 - Przegrał i utracił władzę.

Sieciechowi odebrano obywatelstwo i wygnano z kraju. Niestety, Szwaby też go nie chcieli. Pojmali biedaka i ciupasem odstawili do granicy z Polską. Coś tam jeszcze próbował działać, ale dorwał go Bolesław Krzywousty i oślepił. Oślepił bardzo kulturalnie - wydłubał mu gałki nożem i widelcem...

***

ZBIGNIEW

Jeden z najuboższych władców. Nie dorobił się numerka, nie dorobił przydomka. Do końca życia (i po śmierci też) pozostał Zbigniewem... Tylko Zbigniewem...

Dzieciństwo miał nawet udane. Tata, Władysław Herman i Nieznana Matka - Polka, nie bardzo stawiali mu granice. Zbysio mógł więc bawić się tak jak większość jego rówieśników w owym czasie: "Pompował żaby i strzelał z nich, przeszkadzał kogutom w deptaniu kur, podglądał podkasane baby piorące w rzece i ogołacał proboszczowski sad z niedojrzałych owoców"...

Dopiero palatyn Sieciech przerwał sielankę. Z Hermana zrobił swoją marionetkę, Nieznaną Matkę - Polkę umieścił w swojej tajnej alkowie, a Zbigniewa wysłał do żeńskiego klasztoru w Niemczech.

Zbigniew był już wtedy w wieku sprawnym. Nic dziwnego, że dla zakonnic okazał się kuszącym ciasteczkiem. Wprawdzie bronił swojej cnoty niczym lwica lwiątek, ale już pierwszej nocy wydarła mu ją siostra przełożona. Później  samo poleciało, a kiedy zaliczyły go wszystkie zakonnice, został wyświęcony na księdza.

Kariera duszpasterska stała przed nim otworem. Kto wie? Może już w średniowieczu doczekalibyśmy się pierwszego Papieża - Polaka? Niestety! Wszystko zepsuła, jak zwykle, totalna opozycja.

Zakradła się ona do klasztoru, wykradła Zbigniewa i przemyciła do Polski. Ani się, nieszczęsny, obejrzał, a już w roku 1093 posadzili go na jakimś tronie (zdaje się, że wielkopolskim) i kazali zająć polityką.

Uprawianie polityki polegało wtedy na: wojowaniu przeciwko tatusiowi i Sieciechowi, przegrywaniu bitew, siedzeniu w niewoli u tatusia i Sieciecha, uciekaniu się do pomocy ulicy i zagranicy, wygrywaniu bitew, trzymaniu w niewoli tatusia i dogadywaniu się z młodszym braciszkiem...

(Mała dygresja. Młodszy braciszek, Bolesław III Krzywousty, miał na swoim dworze kronikarza. Ów kronikarz nazywał się Gall Anonim i pisał historię pod dyktando pryncypała. Dlatego niektóre dzisiejsze ulice, place i szkoły noszą imię Bolesława, a nie Zbigniewa. Koniec dygresji.)

Około roku 1102 sytuacja trochę się uspokoiła. Palatyn Sieciech został wygnany z kraju, a upokorzony tatuś Herman kopnął w kalendarz. Zbigniew wziął sobie górną połówkę mapy Polski, a Bolesław dolną... Trwali w bardzo szorstkiej przyjaźni przez pięć lat. Później dobry Bolesław postanowił trochę tą przyjaźń zgładzić, ale zły Zbigniew nie pozwolił mu na to. W ostatniej chwili zdołał czmychnąć do Niemiec...

Z okazji skwapliwie skorzystała zagranica, czyli Niemcy... Nie po raz ostatni najechali Polskę zbrojnie. Liczyli, że narabują się do syta pod pretekstem obrony interesów Zbigniewa. Nic z tego, na szczęście, nie wyszło. Kto chodził do podstawówki w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ten dobrze wie jak nasi heroicznie bronili Głogowa i jaki łomot spuścili Szwabom na Psim Polu.

Zwycięski Bolesław okazał łaskę pokonanemu Zbigniewowi. Zezwolił mu na powrót do Polski i nawet przydzielił koryto w postaci Mazowsza!

Niestety, według Galla Anonima, Zbigniew okazał się niewdzięcznym skur... Zachowywał się butnie, po pijanemu odgrażał, że załatwi Krzywoustego i inne jeszcze brewerie wyprawiał!

To nie mogło ujść płazem. Bolesław, jakże słusznie (bo zaślepiała Zbigniewa nienawiść), wydłubał mu gałki oczne przy pomocy noża i widelca. Czy przejrzał na oczy? O tym Gall Anonim nie wspomina...

***

BOLESŁAW III KRZYWOUSTY

W zasadzie powinien dostać numer czwarty, ale skoro wszyscy zgodzili się zapomnieć o Bolesławie Zapomnianym, to niech już zostanie trójka. Pierwszy władca, który u notariusza spisał testament.

Narodziny Bolka zostały wymodlone u św. Idziego... Na pohybel następujących osób:
* Mama Judyta - zmarła na skutek komplikacji poporodowych
* Kuzyn Mieszko Bolesławowic - zagrażał pozycji świeżo narodzonego księcia więc dosypali mu czegoś do drinka (albo do zagrychy)
* Tata Władysław Herman - zmarł ze zgryzot i upokorzeń, których Bolek mu nie szczędził
* Palatyn Sieciech - temu tylko wyłupił oczy
* Brat przyrodni Zbigniew - też został oślepiony, ale chyba brutalniej niż Sieciech, bo umarł bezpośrednio po tym zabiegu
* Palatyn Skarbimir z rodu Awdańców - tak, on też stracił narząd wzroku
* Państwo Polskie - nie miało oczu, więc zostało tylko rozczłonkowane

Wygląda na to, że Bolesław cierpiał na oczofobię. A może był udziałowcem wytwórni sztucznych gałek ocznych?

Informacje o dziejach Krzywoustego do roku 1116 pochodzą głównie z Kroniki stworzonej przez niejakiego Galla Anonima. Skąd wziął się ów kronikarz? Było tak:

W roku 1112 do Gniezna dotarła nowa dostawa żubrówki z Białowieży. W związku z tym Bolesław III zaprosił Uczonego Męża Bojana na naradę. Żubrówka była niczego sobie, więc szybko przystąpili do omawiania spraw ważnych.

- Wiesz, Bojanie? - Zagaił Książę - Moi ciurowie złapali na błoniach jakiegoś dziwaka. Ów dziwak walczył z dwoma bocianami o jedną żabę, a kieszenie miał wypchane ślimakami... Wyrażał się po łacinie i jeszcze po jakiemuś... Takie jakieś merde, sakrable…

- To na pewno Gall! - Stwierdził Bojan - Pewnie wygnali go z Galii, bo miłością francuską nagrzeszył. Co zamierzasz z nim zrobić?

- To co zwykle. Najpierw wezmę go na męki, potem przesłucham, a na koniec wydłubię mu oczy!

- Nie rób tego. Lepiej weź go na kronikarza. Niech spisze dzieje twoje i twojego rodu. Dobrze wiesz jaki z ciebie kutas i sadysta. Niech trochę ociepli twój wizerunek! Niech napisze (albo podyktuje, o ile nie umie pisać) panegiryczną kronikę na twoją cześć. Jako cudzoziemiec będzie bardziej wiarygodny!

Bolesław III Krzywousty nie był głupi. Skorzystał z dobrej rady.

Mała dygresja.
Gall Anonim zakłamywał nie tylko dokonania księcia Bolesława. Zmienił nawet tekst jedynego wówczas przeboju. Naprawdę pieśń zaczynała się tak:

"Naszym ojcom wystarczały ryby słone i cuchnące.
My glutaminian dodajemy, żeby były wciąż pachnące"!

Po co Gall zmienił treść tego utworu? Dlaczego chciał ukryć fakt, że to właśnie dzieci naszych ojców, jako pierwsi, zaczęli dodawać chemię do żywności?
Koniec dygresji.

Losy Bolesława III były bardzo skomplikowane. Trudno rozkminić sens jego wszystkich awantur, dlatego posłużymy się wywiadem, którego udzielił, pod koniec życia, redaktorowi niezależnego rocznika "ANNALE NIEANALNY":

- Dlaczego walczyłeś z ojcem swym Władysławem Hermanem?

- Tatuś okazał się pierdołą! Ożenił się z macochą Judytą, a ta puszczała się z palatynem Sieciechem. Sieciech i Judyta przejęli władzę, a z tatusia zrobili marionetkę... Chcieli wysiudać Piastów z tronu! Musiałem sprzymierzyć się ze Zbigniewem, żeby ich odpowiednio wyłomotać...

- A później? Gdy już wygnaliście Sieciecha z kraju, a tatuś zszedł... Dlaczego poróżniłeś się ze Zbigniewem? Mogliście podzielić Polskę i żyć w zgodzie...

- Nie dało się. Ten kretyn Zbigniew koniecznie chciał podziału Polski wzdłuż równoleżnika... Nawet tak przez chwilę było... Ale to wbrew polskiej naturze! Polska może być albo zjednoczona, albo podzielona wzdłuż południka. Zbigniew nie chciał tego zrozumieć. Musiałem go wyłomotać, a on, zamiast zmądrzeć, wolał czmychnąć za granicę...

- Zbigniew uciekł, a ty wziąłeś się za wszczynanie burd na terenie całej Grupy Wyszehradzkiej...

- To nie burdy były. Chodziło o rację stanu. Chociaż rzeczywiście sytuacja wymknęła się trochę spod kontroli... Ale to przez Madziarów i Pepików, bo to oni kręcili czeski film. W pewnym momencie sam już nie wiedziałem, kogo mam łomotać, więc łomotałem wszystkich oprócz Madziarów... Ja też nie miałem lekko. Czesi się odgryzali, Pomorzanie najeżdżali, Szwaby zaczęli się pchać...

- No właśnie. Wojna z Niemcami w 1109r. Nie dało się jej uniknąć?

- Niby jak? Cesarz Henryk V wysunął nierealne żądania. Pół Polski dla Zbigniewa, przeproszenie Czechów, uznanie jego zwierzchnictwa i regularne płacenie daniny. Daniny!!! Co on sobie myślał? Że ja sram koślawymi denarami? Mówię mu: "Heniek, odpuść. Jedź na Oktoberfest, a mnie zostaw w spokoju". Gdzie tam. Koniecznie chciał zanurzyć ryj w polskim korycie... No ale miał pecha. Głogowa nie zdobył, a ja wyłomotałem go na Psim Polu...

- Potem znowu wybrałeś się do Czech?

- No tak. Chciałem osadzić na czeskim tronie Sobiesława. Podobało mi się jego imię... Nie udało się, bo wszyscy byli przeciwko mnie! Musiałem zgodzić się na rozejm i na powrót Zbigniewa do kraju... I jeszcze uposażyć dziada musiałem! Dałem mu Mazowsze...

- Dlaczego go oślepiłeś?

- Kurwa mać! Zaczyna wkurzać mnie ten wywiad. Same tendencyjne i złośliwe pytania. Ciebie też mogę oślepić! Dlaczego nie zapytasz o moje sukcesy łóżkowe?

- Oczywiście, że zapytam. Ale najpierw musimy wyjaśnić inne kwestie... Po co ludzie mają gadać żeś sadysta i rzeźnik?

- No dobra. Zbigniew był bardzo niegrzeczny. Obrażał mój majestat, knuł z ulicą i zagranicą i na moje wesele nie przyszedł. Powiedział też publicznie, że na wesele kupiłem sfałszowaną gorzałkę od której się ślepnie... Serce mnie bolało, ale musiałem go ukarać, bo przegiął. Zwyczajowa kara dla niegrzecznego braciszka władcy to wyłupienie oczu bez znieczulenia... Wszystko zgodnie z prawem się odbyło! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz