czwartek, 14 lutego 2019

Z pamiętnika Dobrej Kobiety

No i nastał dzień plugawy, seksualno - bezbożny, walentynkami zwany... Ten mój seksopata już od rana knuje. Uśmiechał się marzycielsko, a przed wyjściem do pracy wykonał gest dotykający mojego biustu. Świnia...

Proboszcz ostrzegał mnie wczoraj:

- Bądź czujna, siostro! Niechaj prezenty nie sprowokują cię do miłości francuskiej!

Duszpasterz może być spokojny. Prezenty od mojego męża prowokują mnie tylko do narzekania na bezguście facetów...

W zeszłym roku przyniósł mi złoty łańcuszek z rubinowym wisiorkiem.

- Oto serduszko dla ciebie, kochana! - powiedział i nastawił ryjek do pocałunku.

Z miejsca go zgasiłam:

- Czy ty wiesz, jak wygląda serce, baranie? Serce to bezkształtny kawałek mięsa z którego wyłazi mnóstwo rurek. Ma dwa przedsionki... A właśnie! Obiecałeś, że pomalujesz przedsionek. Bierz się do roboty!

Patrząc na jego minę, można by pomyśleć, że nie w smak mu malowanie, że wolałby przeczyścić komin... ...

Dzisiaj też coś przyniesie, ale niedoczekanie jego by się doczekał!

poniedziałek, 11 lutego 2019

Ekologia srologia

Onet jest niezawodny. Dostarczył artykuł, który wzburzył nas niemiłosiernie:

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/morze-smieci-po-horyzont/geztn1r?utm_source=detal&utm_medium=synergy&utm_campaign=allonet_detal_popularne

Stoi w nim, czarno na białym, że po morzach i oceanach pływają nie tylko romantyczni piraci. Pływają również ogromne plamy śmieci. Powierzchnia jednej z nich jest pięć razy większa od obszaru  III (IV też) Rzeczpospolitej. Dodać należy, że obszar Rzeczpospolitej nie zwiększa się. Powierzchnia plam śmieci i owszem...

Tu mała dygresja. Nie tak dawno temu pomagaliśmy przy prywatnej wywózce śmieci. Kiedy zajechaliśmy na wysypisko, okazało się, że piździ tam jak na cmentarzu. W przestworzach fruwały stada czarnych ptaszydeł i niepoliczalne ilości przeźroczystych i nieprzeźroczystych kawałków plastikowej folii. Tak sobie pomyśleliśmy... Małe są szanse by strzępy te wylądowały na fryzurze mister Trumpa lub na niekompletnej glacy gospodina Putina... Zapewne wylądują w oceanie...

Ale nie o to chodzi.

Chodzi o to, że jest Wielka Pacyficzna Plama Śmieci (pomiędzy USA a Hawajami) i Nieco Mniejsza Pacyficzna Plama Śmieci (pomiędzy Hawajami a Japonią). W obu  znajduje się po około 80 tys. ton śmieci!

Są też ludzie, którym cały ten syf leży na sercu.

Taka, na przykład, amerykańska agencja rządowa (NOAA) zajmuje się monitorowaniem burdla i wytyczyła nawet "szlaki migracyjne" śmieci, bo one lubią wędrować z plamy do plamy i nie ma szans, że ustatkują się w najbliższym czasie. Agencja pływa za nimi i nie spuszcza ich z oka...

Taka, na przykład, jakaś brytyjska organizacja pozarządowa, która zajmuje się przegarnianiem tych śmieci w poszukiwani artefaktów z napisami. W trakcie 652 rejsów wyłowiła ona 386 przedmiotów, a na 40 z nich wytłoczona była nazwa kraju, który je wyprodukował. Nie da się ukryć, że na większości z nich pisało Made in China i Made in Japan... To co Zdiełano w CCCP leży na dnie...

W artykule nie pisze kto, ale ktoś zważył plamy i okazało się, że największa waży około 80 tys. ton. Dużo? Niby dużo, ale...

Ale my zaczęliśmy gdybać...

Gdyby ta brytyjska organizacja na każdy swój rejs zabrała choć jednego drobnego pijaczka, takiego jak np. podstarzały Boja... Gdyby dała mu do garści durszlak na długim, nie plastikowym kiju... Gdyby dostarczyła kilka sześciopaków... Gdyby trafiło się kilka dni nie sztormowych... Wtedy, jesteśmy pewni, Boja wyłowiłby minimum 2 tony śmieci bez wysiłku! Po powrocie do portu, załadowałby je na Żuka i już tylko trzeźwy kierowca byłby potrzebny.

Policzmy: 652 rejsy razy 2 tony = 1304 tony. Jeden Boja z jednym durszlakiem!!! Osiemdziesięciu takich Bojów i pod koniec biliby się już o śmieci tymi durszlakami...

No bo proszę sobie wyobrazić... Gdyby gdzieś dryfowało 80 tys. ton woreczków z marychą dajmy na to? Albo tyleż samo ton banknotów z wizerunkiem Benjamina Franklina, wynalazcy piorunochronu?

Jak to podsumować? Przypomniał nam się dawno temu zasłyszany tekst:

- "A chuj z tym! - krzyknęli Indianie, a Wódz podrapał się po jajach"...


PS. Jeszcze małe pytanie. Wolisz spalić plastikowy worek w piecu, by trafił do płuc winnych jak cholera ludzi, czy też wyrzucić do śmieci, co daje dużą szansę, że trafi on do oceanu i uśmierci niewinnego żółwia?



czwartek, 31 stycznia 2019

500+ twarzy Prezesa

Twarze Prezesa dzielą się na:
a. twarze widzialne
b. twarze słyszalne

Twarze widzialne Prezes prezentuje osobiście i publicznie. Przeważnie robi to zgodnie z planem, ale zdarza się, że i bez żadnego trybu. Przykłady:

- Twarz sympatycznego starszego Pana. Twarz miła i kulturalna, choć zatroskana czasami...  Kochają ją madonny, polskie madonny i inni bezgrzeszni. Podobno nawet modlą się do niej.

- Twarz starego, nieprzystosowanego safanduły. Tą twarz uwielbiają wszyscy. Jedni w celu podziwiania, inni w celu wyśmiewania.

- Twarz chorego z nienawiści zawistnika. Ta twarz raduje totalnych. Specjalnie kopią w klatkę by wywoływać ją jak najczęściej. Mogą wtedy radośnie potępiać mowę nienawiści.

Twarze słyszalne Prezesa pojawiły się dopiero onegdaj. Prezentuje je niestrudzenie Gazeta Wyborcza. Cel tej prezentacji jest jeszcze nieuzgodniony. Jedni twierdzą, że na pohybel Prezesa, inni, że ku czci Prezesa. Przykłady:

- Twarz uczciwie nieuczciwego polityka. Niby sprzeczność, ale Prezes nie jest tuzinkową postacią.

- Twarz człowieka o złych nawykach. Prezes miał nawyk wyłączania "szumideł" podczas rozmów z rodziną.

- Twarz świadka sądowego. Świadka gotowego zeznać prawdę.

- Twarz twardego biznesmena - negocjatora. No szok po prostu!

- Twarz niewysokiego budowniczego wysokich wież. Ta twarz irytuje (bo będzie, kurdupel, z góry patrzył na wszystko) i cieszy (bo burzy przekonanie, że duży może więcej).

Jako się rzekło, tych twarzy jest 500+. Cały Prezes też jest twarzą. Twarzą PIS-u.

piątek, 25 stycznia 2019

Stop inwazji!

Dziewięć państw podpadło Komisji Europejskiej. Cypr, Czechy, Francja, Grecja, Hiszpania, Irlandia, Portugalia, Słowacja i, któżby inny?, oczywiście Polska.

Póki co, KE łagodnie apeluje o usunięcie uchybienia. Gdy to nie poskutkuje, Komisja może podjąć decyzję o wystosowaniu uzasadnionej opinii. A gdy na placu boju pozostanie już tylko Polska, europejski rząd ma prawo skierować sprawę do słynnego TSUE!

O co chodzi? Wiadomo, że nie wiadomo - czyli o wprowadzenie "sankcji odstraszających" i sporządzenie "wykazu inwazyjnych gatunków obcych".

Unia życzy sobie by ZROBIĆ te paskudnie brzmiące rzeczy, a wyżej wymienione kraje NIE ZROBIŁY tego! A może i zrobiły, tylko nie raczyły pochwalić się tym?

Trudno to przyznać, ale KE ma chyba rację. Najazd obcych gatunków zwierząt i roślin na Europę zagraża naturalnym ekosystemom! Oto parę przykładów:

- W polskich wodach pojawiła się drapieżna i agresywna ryba o imieniu, nomen omen, babka. Jest bardzo żarłoczna i nasze swojskie flądry mają, też nomen omen, przechlapane!

- Jeszcze gorsza jest tarantula ukraińska. Taka przerażająca franca może wpaść do wanny i zablokować łazienkę na amen!

- Śliczny szop pracz zanieczyszcza detergentami polskie rzeki!

- Zaskroniec rybołów porywa ryby spod haczyka wędkarzy!

- Żołna afrykańska, taki ładniutki ptaszek, fruwa bezczelnie po polskim niebie i wyjada pszczoły. Zagrożona jest produkcja nie tylko czwórniaka i trójniaka, ale nawet dwójniaka i półtoraka!

- Barszcz Sosnowskiego. To roślina też obca i inwazyjna chociaż nazywa się bardzo swojsko.

- Jest jeszcze rak o podwójnie złowieszczej nazwie OrcONETctes RUSticus. Wiadomo, że każdy rak robi wszystko byle jak. A ten to dopiero może dawać zły przykład!

Wygląda na to, że multikulti tylko wśród ludzi jest zjawiskiem pozytywnym. Inne żyjątka powinny siedzieć w swoich grajdołach i nie wychylać ni listka, ni ryjka, ni dzióbka, ni ssawki, ni żądełka...

Nasze Państwo, jak zwykle, postępuje nieracjonalnie. Nie chce islamskich uchodźców, którzy do Polski się nie pchają i nic robi w sprawie obcych gatunków inwazyjnych, które pchają się wręcz nachalnie. Tak przynajmniej twierdzi Unia, że nic nie robi...

Przy okazji wpadł nam do głowy pomysł, jak karać krnąbrnych członków UE. Unia powinna dogadać się z Putinem i jeżeli jakieś państwo za bardzo fika, za bardzo zależy mu na niepodległości... Wtedy TSUE, czy jakiś inny organ, będzie mógł je skazać na zesłanie do Wspólnoty Niepodległych Państw!

czwartek, 17 stycznia 2019

Polityczne wynurzenia

Do roku 2015 uważałem, że Platforma Obywatelska jest mniejszym złem. Nie ucieszyło mnie zwycięstwo PIS-u i Dudy. PO wydawała się jaśniejsza, bardziej kolorowa i bardziej przyjazna. A PIS? Szary, bury i ponury...

Tego obrazu nie zmieniły nawet "taśmy kelnerów". Mnie też zdarza się, zwłaszcza po pijaku, wygadywać różne głupoty i potem żałować...

No ale PIS wygrał. Trzeba było pogodzić się z tym, bo wola większości to wola większości, podstawa demokracji... Szczerze mówiąc, bez trudu mi to przyszło. W rejonie gdzie mieszkam, sporo się zmieniło... na lepsze. Naprawdę dobra zmiana. Nagle okazało się, że ludzie niekoniecznie muszą pracować na czarno za 300zł miesięcznie, a ich dzieci niekoniecznie muszą odziedziczyć nędzę... To dużo znaczy, bardzo dużo!

Jednak nie wszyscy pogodzili się... Nie mam na myśli opozycji, no bo opozycja to wiadomo po co jest...

Zaszokowała mnie fala nienawiści, która wylała się na elektorat PIS ze strony ludzi o innej orientacji politycznej. Ciemnogród, mohery, patologia, sprzedali się za "pińcet plus"... To tylko najłagodniejsze określenia z tej "mowy miłości". Nie pisali tego liderzy opozycji. Pisali zwykli ludzie, nawet na blogach... A co robili liderzy opozycji? W obronie sądów wyprowadzali ludzi na ulicę, słali skargi do Brukseli, organizowali kontrmiesięcznice, krzyczeli, że Kaczyński dzieli Naród… Wyborcom PIS niewiele mieli do zaoferowania, tylko słabo maskowaną pogardę...

Tak sobie pomyślałem: "Jeżeli PIS utraci władzę, to część ich wyborców znowu zostanie zepchnięta na margines, może nawet jeszcze bardziej marginalny niż wprzódy"?

Wybrałem się na wybory samorządowe i zagłosowałem.

Na wybory do europarlamentu i do naszego sejmu i senatu też pójdę. Trochę czasu jeszcze jest... Obiecuję, że dobrze się zastanowię, zanim postawię krzyżyk na karcie do głosowania...

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Horoskop

Postawiłem se horoskop na Nowy Zakichany Rok 2019.

STYCZEŃ (zaraz na samiuteńkim początku):
Pięć i cztery w krwi
Buty zgubię i
Pójdę boso, pójdę boso,
Pójdę boso, pójdę booooso!

LUTY (w samiuteńkim środku):
Miłość, miłość pod kasztanem
Spotkaliśmy się nad ranem
Ręce mi drżą,
A ona półlitrowa...

MARZEC (pod niesamiuteńki koniec pierwszej dekady):
Kwiaty z biedronki już w garści mam,
A za pazuchą siedemset gram.
Kwiaty plus całus swej lubej dam,
To zza pazuchy wytrąbię sam!

KWIECIEŃ (zaraz na samiuteńkim początku):
Ta dzieweczka, teścia córka,
Zrobi mnie w wała.
Cha, cha, cha...
Do butelki, zamiast wina,
Soku nalała.
Cha, cha, cha...

MAJ (już pierwszego dnia):
Bal to nie jednodniowy,
Dłuższy czeka nas trud
Bo w weekend majowy
Bawić się powinien lud!

CZERWIEC (no też pierwszego dnia):
My jesteśmy dzieci duże
Hopsa sa, hopsa sa
Choć rozumki mamy kurze
Hopsa sa, hopsa sa
Jakoś radę se dajemy
Hopsa sa, hopsa sa
Więc od rana już grzejemy
Hopsa, hopsa sa!

LIPIEC (na niesamiuteńkim początku trzeciej dekady):
Do święta tego, dla którego władza komusza
Piwem i kiełbasą wymusza
Poszanowanie...
Tęskno mi, Panie...

SIERPIEŃ (cały miesiąc abstynencji):
Drożdży zapaszek
Cudna woń
Jak bolszewik goń, goń, goń!

WRZESIEŃ (od niesamiuteńkiego początku trzeciej dekady):
Jesienne drinki
Te wstrząśnięte, nie zmieszane
Jesienne drinki
Prosto w usta wylewane...

PAŹDZIERNIK (drugi poniedziałek):
Byli uczniowie piją za zdrowie
Tych co chcą uczyć niesforną młódź.
Piją ich zdrowie także dlatego,
Że już nie muszą w szkole kuć!

LISTOPAD (na samiuteńki początek drugiej dekady):
Niezapomniana i wspaniała Agnieszka Osiecka:
"Za nasze polskie życie,
Za takie, jakie jest,
Wypijmy wódki łyczek
Z domieszką cichych łez"...

GRUDZIEŃ (szybko się zacznie):
Oj, nie będzie, nie będzie, nie będzie, po wodzie Barbara
Już Mikołaj, Mikołaj, Mikołaj, o to się postara!
Doczekamy na gazie
Sylwestra, Sylwestra...


Chciałem też postawić horoskop dla całego świata, ale nie udało się. Nasze medium wybudziło się z transu i zasnęło w sposób konwencjonalny...

Szczęśliwego Nowego Roku!

czwartek, 27 grudnia 2018

Z kopyta kulig rwie!

Jak co rano siedzieliśmy w salonie Mikołaja Miki łaknąc leniwie jak kania dżdżu.

- Mamy jakiś plan? - zapytał znienacka Boja.

Wszyscy wzruszyli ramionami, oprócz Mikołaja. Mikołaj zmarszczył wysokie czoło w zamyśleniu i po chwili ujrzeliśmy na jego twarzy błysk geniuszu.

- Wiem! - obwieścił - Trzeba działać! Siedzimy nadęci świętowaniem i w pyskach zasycha nam nadaremno... Dość tego! Zorganizujemy kulig!

Pierwszy, jak zwykle, z osłupienia wyszedł Normalny.

- Jaki kulig?

- Zwyczajny. Taki, jakiego zażywali Kmicić z Basieńką i Wołodyjowski z Oleńką... Czy tam odwrotnie.. Taki, jakiego Bohun ze Skrzetuskim mogli zażywać, gdyby ich Kniaziówna nie poróżniła... Będzie jak w piosence "Z kopyta kulig rwie! Z kopyta kulik rwie! Hej! Hej!"...

- Ale jak? - Boja był sceptyczny - Śniegu ani na lekarstwo! Skąd weźmiemy sanie na kółkach?

- Ja mam sanie na kółkach. - zgłosił się Dziad Śmietnikowy - Rozwoziłem na nich koksiaki w czasie stanu wojennego...

- A konia skąd?

- Użyjemy Męża Dobrej Kobiety! On trenuje do zawodów strongman... Trzeba go tylko trochę znietrzeźwić, bo wtedy tak fajnie rży... Jak on właściwie ma na imię? Edek? Czesław?

- Nieważne. Będziemy wołać "Wio, Wacuś"! I dzwonek zawiesimy mu na szyi. Normalny, ty byłeś kiedyś woźnym w szkole... Masz jeszcze ten dzwonek, którego używałeś zanim elektryczny założyli?

- A skąd! On był mosiężny i zabytkowy z cesarsko - królewskich czasów. Już dawno na przelew poszedł...

- No trudno... Zdaje się, że w osiedlowym sklepie wisi takie rurkowate ustrojstwo. Też dzwoni jak je trącić... Podśmiechujek! Pójdziesz i przyniesiesz!

- Ale jak niepostrzeżenie ściągnąć takie dzwoniące paskudztwo? Zresztą, najpierw Męża Dobrej Kobiety trzeba wyciągnąć spod pantofla jego żony. Kto pójdzie tego dokonać?

Wszyscy spojrzeli na Brata Ladaco. Brat Ladaco zamachał rękami.

- O nie! Ja tam nie pójdę. Jeszcze nie pora na wizytę duszpasterską. Poza tym, taki zwykły kulig to durny pomysł. Ten Czesiek, Edward, czy jak mu tam, jest narowisty. Wywali nas gdzieś w błoto, a mój habit śnieżnobiały... Mam coś lepszego...

- Co?

- Płytę z fragmencikami różnych filmów. Na jednym widać cycuszki Joanny Kulig! Ona też z kopyta rwie! Po Oscara!

- Byle tylko te zboki z Hollywood jej nie zmolestowali...